Nazwa użytkownika:    Hasło:   
center-left.png center-right.png
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Losowy cytat:
Z cyklu dziwne pytania: jak poznać, że skończył się niewidzialny atrament?
blank.gif blank.gif
Foto-chmurka
blank.gif blank.gif
Ostatnio dodane
Zdjęcia
 [2769]
Użytkownicy
Artykuły
Do ściągnięcia
Komentarze
blank.gif blank.gif
Najczęściej oglądane
Zdjęcia
Do ściągnięcia
Artykuły
Linki do stron
blank.gif blank.gif
Zegar & Kalendarz
blank.gif blank.gif
Odliczanie
Jeszcze tylko

do wakacji! To wcale nie tak długo ;-)
blank.gif blank.gif
Klubowy kubek
blank.gif blank.gif
Nawigacja
Artykuły » Nauka i fantastyka » Zombielogia, czyli naukowe podstawy istnienia żywych trupów.
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Zombielogia, czyli naukowe podstawy istnienia żywych trupów.
Zombie

Czym są zombie? Najgłośniejszy film, należący już do klasyki „Noc żywych trupów” George'a Romero i jego remake z roku 1990 przedstawiają zombie jako żywe trupy, zarówno te świeże, jak i starsze, ożywione przez nieznaną siłę i spragnione mięsa żywych. W drugiej części filmu dodany jest jeszcze jeden szczegół – to mózgi są najbardziej pożądanym fragmentem ludzkiego ciała, a siłą napędową zmuszającą zombie do polowania na ludzi jest potworny ból, który złagodzić może tylko pożywny posiłek z tego, co mamy między uszami. I tutaj na ludzi polują zwłoki w różnym stanie rozkładu. Na szczęście zombie poruszają się dość niezdarnie, czy to z powodu stężenia pośmiertnego, czy też rozkładu mięśni i układu nerwowego, więc uciec przed nimi nie jest trudno, choć w dużej masie są nie do pokonania, gdyż tajemnicza siła upośledzając koordynację ruchów zdaje się rekompensować to zwiększoną siłą. Zabicie zombie jest swego rodzaju sztuką, gdyż nie są wrażliwe na zwykłe uszkodzenia ciała i zatrzymać je może tylko zniszczenie mózgu, który to wniosek nie wiedzieć czemu umyka większości postaci występujących w filmach.
W roku 2004 pojawił się film zrywający ze stereotypem niezdarnego zombiaka niebezpiecznego tylko w dużej masie – mowa oczywiście o filmie „Świt żywych trupów”. Tam zombie są już dużo bardziej niebezpieczne, równie drapieżne i zdesperowane jak w poprzednich produkcjach, ale ponadto piekielnie szybkie. I tylko dwie cechy są wspólne z dawnymi zombie: głód świeżego, żywego mięsa o którym już pisałem i sposób rozmnażania. A jest on prosty: wystarczy, że zombie ugryzie człowieka, by ten po jakimś czasie stał się żądnym krwi potworem. I pod tym względem „Świt żywych trupów” był nowatorski, ponieważ okres inkubacji czynnika zombifikującego został skrócony do ledwo kilkudziesięciu sekund, co zostało pokazane już w pierwszych sekundach filmu. W znacznym stopniu utrudnia to przetrwanie w opanowanym przez zombie świecie.
Znacznie bardziej naukowe podejście zostało zaprezentowane w serii „Resident Evil” opartej na serii gier komputerowych pod tym samym tytułem. Tam nie mamy już nieznanego czynnika czy tajemniczego „zielonego dymu”, ale złą korporację „Umbrella” starającą się wytworzyć panaceum na wszelkie dolegliwości trapiące ludzkość. Tym panaceum jest sztucznie wytworzony wirus T umożliwiający regenerację uszkodzonych nerwów i potęgujący naturalne procesy regeneracji organizmu. Niestety, wirus nie jest jeszcze dopracowany gdy wydostaje się na wolność wskutek aktu sabotażu. Zakażeni pracownicy ośrodka badawczego korporacji odpowiadają wszelkim kryteriom uznania ich za zombie: nie przejmują się pociskami o ile ich nie trafią w głowę i zjadają niezarażonych. Ci, których tylko ugryzą, wkrótce stają się tacy jak oni.
Nieco inny obraz kreuje film „Ziemia żywych trupów”. Wprawdzie i tutaj zmarli powstali, zarazili większość ludzkości, ale – być może z nudów gdy zabrakło ludzi do jedzenia – zaczęli imać się zajęć, które robili zanim ulegli zombifikacji. I tak mamy makabryczne parodie rolników, fryzjerów i księgowych robiących rzeczy zupełnie im nieprzydatne. Wkrótce się okazuje, że mogą sztywnym, kulejącym krokiem przejść także po dnie kanału nie nabierając powietrza jeśli zechcą się dostać do jednej z ostatnich enklaw zamieszkanych przez żywych. Ale pamięć wraca także w postaci instynktu stadnego i żądzy zemsty, gdy pozostali przy życiu ludzie zabijają kilku z nich.
I jeszcze jeden z tych bardziej znanych - „28 dni później” i jego druga część „Sześć miesięcy później”. Część pierwsza wydała mi się jakaś nędzna, natomiast część druga to już coś. I tu jest wirus lub podobny czynnik zakażający, jednak są też ludzie posiadający wrodzoną na niego odporność, nosiciele którzy być może są nadzieją ludzkości, jednak wskutek kretyńskiego prania mózgów po amerykańskich filmach nadzieja ta zostaje zaprzepaszczona. Na uwagę zasługuje tu fakt, że zombie w dwóch ostatnich produkcjach nie są (pomijając kwestię strzału w głowę) nieśmiertelni, lecz umierają po jakimś czasie bez pożywienia.
Zombie prawdopodobnie mają swoje pierwowzory w kulcie voodoo praktykowanym na Karaibach. Według pogłosek, tamtejsi czarownicy za pomocą proszku, w którego skład wchodzi m.in. jad najeżki – jeden z silniejszych znanych środków paraliżująco-znieczulających – potrafią zmieniać ludzi w zombie. Proszek ten prawdopodobnie zażywa się drogą wziewną i powoduje on paraliż tak bardzo przypominający śmierć, że lekarze stwierdzają zgon i delikwent ląduje w trumnie. Puls jest spowolniony do trzech – czterech uderzeń serca na minutę, oddech do jednego na kilka minut. Ale nie to jest najgorsze ale fakt, że świadomość ofiary nie zostaje wyłączona. Sparaliżowany słyszy płacz rodziny, rozmowy ludzi w pobliżu i lekarza stwierdzającego zgon. A po pogrzebie zostaje wykopany i zmuszony do pracy na rzecz tego, kto go tak załatwił. Niestety, pobyt w ciasnej trumnie najczęściej powoduje śmierć części komórek mózgowych wskutek niedotlenienia i taka osoba zwykle nie nadaje się do niczego więcej niż proste prace polowe. Tylko nieliczni odzyskują choć część dawnej sprawności umysłowej i przypominają sobie miejsca, gdzie kiedyś mieszkali i ludzi, których znali. Na szczęście taka zombifikacja nie jest zaraźliwa. Ale czy prawdziwi zombie nie mają racji bytu? Zastanówmy się nad tym z biologicznego punktu widzenia. Przyjmijmy, że gdzieś pojawia się zmutowany wirus, który może zmieniać ludzi w zombie. W jakie cechy musiałby wyposażać ludzi?
1. Zdolność do wstawania z martwych.
Jest to chyba najbardziej fantastyczna cecha zombie, zwanych również żywymi trupami (ang. living dead). Zmartwychwstają najczęściej świeże zwłoki, choć czasem po sekcji lub już zabalsamowane. Czasem zdarza się jednak, że wstają starsze ciała, nadgniłe lub na wpół odarte ze skóry i mięśni. W bardziej naukowych obrazach o wstawaniu z martwych nie ma mowy. Na ile prawdopodobne jest takie zjawisko? No cóż, stare zwłoki lub poddane balsamowaniu raczej nie wstaną (traktujcie to „raczej” jak chcecie – jako ironię lub przejaw naukowej rzetelności; prawdziwy naukowiec nie powie, że coś jest „niemożliwe”, a jedynie „bardzo mało prawdopodobne”, bez względu na dziedzinę jaką się para), ale świeże zwłoki to coś zupełnie innego. Wiele jest opowieści medycznych o ludziach, którzy ocknęli się z letargu w kostnicy lub na stole sekcyjnym, znane są również przypadki gdy po ekshumacji okazywało się, że ciało leży w zupełnie innej pozycji a ubranie jest porwane niczym w bezsilnej rozpaczy. Mamy też doniesienia z Polski, np. w Szprotawie (woj. Lubuskie) znaleziono kryptę ze zmumifikowanymi zwłokami 59 mniszek pochowanych tam w latach od 1699 do 1808 roku. Większość zwłok leżała na wznak z rękoma splecionymi na piersiach. Tylko ciało jednej mniszki było poskręcane. Tak jakby po pochówku obracała się w trumnie, walczyła. Lewa ręka opierała się na brzegu lekko uchylonej trumny. Ułożenie ciała wskazuje, że zakonnica została pochowana żywcem! To musi być przerażające – ocknąć się w trumnie wiedząc, że jest się skazanym na śmierć, bo nie ma możliwości wydostania się z mocnego, drewnianego pudła, często przysypanego kilkoma tonami ziemi... Tak, w przypadku świeżych, nieuszkodzonych zwłok stanowczo zmartwychwstanie jest możliwe. Wirus taki musiałby po prostu atakować układ nerwowy i wkrótce po zakażeniu wprowadzać ofiarę w głęboki letarg, tak głęboki, że nawet lekarz nie byłby w stanie odróżnić go od śmierci. Niektórzy twierdzą, że aktywność mózgu mierzona najczulszymi z dostępnych mierników jest wyczuwalna nawet po trzech latach od chwili śmierci. Nie wiem czy nie mierzyli aktywności nerwowej robaków zżerających ciało, ale może coś w tym jest. W stanie takiego letargu wirus zapewne namnażałby się w komórkach i czekał aż osiągnie odpowiednią liczebność by przejść do etapu drugiego. Zakażone zwłoki wprawdzie są używane w przyrodzie jako wektor roznoszenia zarazków lub pasożytów, jednak skuteczność tego sposobu rozprzestrzeniania się nie jest zbyt wielka i zmusza organizm do produkcji setek tysięcy i milionów jaj, by choć kilka miało szansę znalezienia następnego nosiciela (jak to jest np. u tasiemców). Drugi etap – gdy zarażony organizm budzi się i zaczyna aktywnie poszukiwać nowych, niezarażonych organizmów wygląda na dużo skuteczniejszy.
2. Niewrażliwość na pociski i inne obrażenia.
Jest to jak najbardziej możliwe. Znane są przypadki, gdy naćpani amfetaminą i innymi narkotykami przestępcy odgryzali się policjantom pomimo pozornie śmiertelnych ran. Wirus musiałby wyłączać odczuwanie bólu – czy to przez zniszczenie zakończeń nerwowych bólu, czy też wyłączenie odpowiedniego ośrodka w mózgu. Znane są przypadki osób, które nie odczuwają bólu; przeważnie nie żyją dość długo, gdyż zmysł ten, jakichkolwiek cierpień nie byłby źródłem, jest bardzo ważny dla przetrwania. Osoba pozbawiona go nie wie czy nie wsadziła ręki w ognisko, czy gdy potknęła się nie złamała palca lub czy nie zrobiła sobie niewielkiej ranki na dłoni; ranka taka bez odruchowej obrony prawdopodobnie rozwinie się w zakażenie, być może śmiertelne. Ale bez odczuwania bólu można iść używając złamanej nogi i nie zemdleć z bólu, można również iść po postrzale, gdyż organizm nie zdaje sobie sprawy z powagi obrażeń i nie wyłącza świadomości aby nie dopuszczać do dalszych obrażeń. Omdlenie ponadto powoduje spowolnienie procesów życiowych, dzięki czemu np. zmniejszy się krwawienie i pozwoli na wytworzenie skrzepu, który przy intensywnym krwawieniu zostałby po prostu zmyty. Owszem, w pewnym momencie cały organizm przestanie działać, ale przez pewien czas zarażony osobnik będzie sprawiał wrażenie, że jest nieśmiertelny.
Zniszczenie nerwów bólu oraz nerwów odpowiedzialnych za kontrolę ciała można również uznać za przyczynę niezwykłej siły zombie. Tak naprawdę nasze mięśnie mogą z siebie wykrzesać znacznie więcej siły niż potrafimy z nich wydobyć świadomie. Stąd też biorą się opowieści o ludziach, którzy w chwilach zagrożenia robili rzeczy uznawane powszechnie za niemożliwe, jak podnoszenie ciężkich przedmiotów, bieg z prędkością olimpijczyka czy skakanie na odległości/wysokości zapewniające miejsce na podium. Blokują nas nieświadome odruchy nie pozwalające nam obciążyć organizmu w sposób narażający na zerwanie ścięgien czy mięśni, jednak w chwilach zagrożenia życia blokady te zostają złamane dla ratowania życia. W takiej sytuacji chwili zagrożenia wszystko jest podporządkowane jednemu celowi: uratować się za wszelką cenę. Gdybyśmy umieli te zabezpieczenia omijać świadomie, każdy z nas mógłby zostać olimpijczykiem.
Wyłączenie tych blokad jest również widoczne podczas wypadków, gdy ludzie nie czują bólu złamanej ręki, nogi lub obrażeń wewnętrznych.
Podstawowe doświadczenia fizjologiczne wskazują, że podczas drażnienia wypreparowanych nerwów ruchowych zmęczenie mięśnia pojawia się bardzo szybko, jednak po bezpośrednim podłączeniu prądu do mięśnia jest on w stanie wykonać jeszcze wiele skurczów zanim ostatecznie przestanie działać. Jeśli domniemany wirus potrafiłby ominąć ograniczenie zmęczenia nerwu, zombie mógłby poruszać się jeszcze długo po śmierci.

3. Agresywne zachowanie.
Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie, jak mówi stare powiedzenie, choć nie jest ono do końca prawdą. Zombie są agresywne jedynie w stosunku do jeszcze nie zarażonych i żywych osobników gatunku ludzkiego, natomiast swoich pobratymców (i co ciekawe – również zwierzęta) ignorują nawet gdy przychodzi do walki o miejsce przy (najlepiej jeszcze choć trochę żywym) człowieku. Jest to nieco dziwne zachowanie, jeśli przyjrzeć się różnego rodzaju drapieżnikom polującym w stadach, jak np. lwy, hieny czy wilki, gdzie najpierw najadają się najsilniejsze osobniki. Może to wskazywać, że zombie tak naprawdę nie polują w stadach, a jedynie „przypadkiem” gromadzą się razem i nie współzawodniczą o zdobycz. Mogą tu też wchodzić w grę zachowania powstrzymujące od agresji na własnym gatunku tym silniejsze, im większymi możliwościami bojowymi dysponuje dany gatunek. U zwierząt drapieżnych występują specyficzne „gesty poddaństwa” które sprawiają, że agresja zanika, np. znane u wilków wystawienie gardła w pozycji „zdechł pies”. Zdarzają się też fizyczne zabezpieczenia w rodzaju mocno rozgałęzionych poroży jeleni, które blokują się o siebie nie dopuszczając by ostre końce dotarły do ciała i zadały uszkodzenia. Zdarzają się czasem jelenie „szydlarze”, które straciły boczne odgałęzienia poroży i zabijają swych przeciwników, jednak są to statystycznie rzadkie przypadki i szybko są eliminowane przez leśniczych.
Jak zombie rozpoznają się nawzajem? Trudno powiedzieć. Prawdopodobnie nie jest to wzrok, ponieważ wtedy wystarczyłaby odrobina charakteryzacji (jak to zrobił Bill Murray w filmie „Zombieland”) i człowiek byłby bezpieczny. Ja bym się na to nie odważył ;) . Może to być zapach, który zmieniałby się w chwili zombifikacji (lub śmierci, wszak zombie trupojadami nie są), a może jakiś inny, bliżej nieznany nam czynnik, choć raczej też nie będzie to hałas jak w anime „High school of the dead”. Krew chyba też nie, bo zombie chodzą umazani krwią spożytych przed chwilą posiłków, co nie oznacza, że nie warto spróbować z innymi wydzielinami. Gdybyśmy mieli kilku zombie pod ręką można by tytułem eksperymentu posmarować któregoś... hmmm... czymś ludzkim i sprawdzić czy pozostałe się na niego rzucą. Wyobrażacie sobie klasyczną scenę z filmów o zombie, gdzie kilku pozostałych przy życiu ludzi, zamkniętych w supermarkecie, staje na krawędzi dachu i sika na stado zombie kręcących się na dole w nadziei, że zapach moczu okaże się czynnikiem, który skieruje agresję zombich przeciwko sobie? Jeszcze ciekawiej byłoby, gdyby okazało się, że to działa...

4. Rozmnażanie
Wirus, aby się lepiej rozprzestrzeniać, modyfikuje zachowanie nosiciela i jest to częsta taktyka w świecie organizmów żywych. Bardzo znanym nam przykładem jest wirus grypy z którym zetknął się chyba każdy z nas. Aby się skuteczniej rozprzestrzeniać sprawia, że choremu osobnikowi cieknie z nosa przez co jego śluz zawierający miliony wirusów zostaje na wszystkim, czego chory się dotknie. Do tego dochodzi jeszcze lepszy sposób rozprzestrzeniania się, a mianowicie pobudzanie do kichania i kasłania, co rozpyla kropelki śliny i roznosi wirusa po całej okolicy. Innym bardzo ciekawym przypadkiem zmian zachowania ofiary jest toksoplazmoza. Cykl życiowy tego pasożyta przebiega pomiędzy myszami/szczurami i kotami. Zarazki wydostają się z odchodami kotów do otoczenia i jeśli zostaną zjedzone przez wspomniane gryzonie, zmieniają ich zachowanie. Szczury, zamiast unikać miejsc znaczonych kocim moczem, zaczynają wyraźnie takie miejsca preferować, przez co wystawiają się na pastwę swych odwiecznych wrogów i cykl się zamyka.
Innym, równie interesującym przypadkiem jest motyliczka wątrobowa. Posiada ona skomplikowany cykl życiowy z wieloma żywicielami pośrednimi. Jednym z nich jest mrówka, która po zakażeniu w dzień normalnie pracuje, natomiast wieczorem, zamiast udawać się wraz z koleżankami do bezpiecznych korytarzy mrowiska, wspina się na wysokie źdźbło trawy, by na szczycie wgryźć się szczękami w roślinę i pozostaje tam sparaliżowana przez całą noc, niewątpliwie czekając na zjedzenie przez żywiciela ostatecznego – krowę. Gdy rankiem temperatura przekroczy 20 stopni Celsjusza, mrówka budzi się i wraca do pracy na rzecz mrowiska.
mrówka wystawiająca się na zjedzenie przez krowę. Niektóre nicienie zmuszają koniki polne do popełnienia samobójstwa przez utopienie się, co dostarcza pasożyta do jego głównego środowiska.
Kolejnym takim, bardzo zresztą zbliżonym do naszego przypadku jest wścieklizna, choroba objawiająca się wodowstrętem. Czynnikiem przenoszącym chorobę jest, podobnie jak w przypadku hipotetycznego zombie-wirusa, ślina osoby zarażonej. Wodowstręt daje się tu łatwo wytłumaczyć koniecznością zachowania śliny z zarazkami w jak najbardziej stężonej postaci, co w przypadku rozcieńczenia przez wodę skutkowałoby mniejszym prawdopodobieństwem zarażenia. Należy wspomnieć, że ofiary wścieklizny nie umierają z powodu odwodnienia, lecz z powodu uszkodzeń mózgu dokonanych przez wirusa, czego dowiedziono podając chorym zwierzętom wodę w nadziei, że da im to czas na zwalczenie choroby.
5. Ludzie
Czytając ten artykuł możecie pomyśleć „fajnie, ale co to ma wspólnego z ludźmi?” Otóż ma, i to dużo. W ciągu naszego życia wielokrotnie stykamy się z infekcjami zmieniającymi nasze zachowanie, jak choćby ze wspomnianą grypą. Ale istnieją również inne, dla nas bardziej egzotyczne modyfikacje naszych zachowań dokonywane przez czynniki biologiczne, dla których jesteśmy jedynie transporterami i inkubatorami. Wspomniany już pierwotniak Toxoplasma może jako pasożyt zbłąkany znaleźć się w organizmie człowieka po zjedzeniu niedogotowanego mięsa lub przez nieostrożną zabawę z zakażonym kotem. Pomijając zagrożenie dla płodu jakie niesie ze sobą toksoplazmoza, może ona mieć wpływ na powstawanie schizofrenii, ponadto zarażone kobiety stawały się śmielsze i bardziej towarzyskie, natomiast mężczyźni agresywni.
W Afryce ponure żniwo z kolei zbiera drakunkuloza wywoływana przez pewnego nicienia, którego żywicielem pośrednim są oczliki. Po spożyciu takiego skorupiaka podczas picia wody prosto z rzeki nicienie przechodzą do organizmu człowieka. Tam zagnieżdżają się pod skórą w dolnych partiach ciała i gdy nadejdzie czas rozrodu uwalniają do tkanek substancję która sprawia, że chory odczuwa nieznośne pieczenie, jakby przypalano go żywym ogniem. Jedynym ratunkiem jest włożenie kończyny do wody dla ochłody, a wtedy nicień przebija skórę i uwalnia jaja.
Nie wiemy ile i które z naszych zachowań czy też cech budowy wykształciło się dzięki infekcjom. Tak naprawdę nie wiadomo nawet co nazwać człowiekiem, ponieważ w przewodzie pokarmowym każdego z nas jest więcej komórek bakteryjnych niż ludzkich w całym ciele i bez ręki łatwiej jest przeżyć niż bez wspomnianych bakterii, a niektóre badania zdają się wskazywać, że wybieramy sobie partnerów kierując się posiadaniem podobnych szczepów bakterii. Wiele wirusów wbudowywało swoje DNA w nasze i nadal tak czyni – jak choćby wirus HIV (i dlatego tak trudno go pokonać). Może któryś z nich sprawił, że nasze wargi zrobiły się pełniejsze i bardziej wrażliwe, dzięki czemu całujemy się chętniej i częściej roznosząc zakażenie? Pomocną modyfikacją zachowania byłoby tu postrzeganie kobiet o pełnych wargach jako atrakcyjniejszych. A pamiętajcie, że wirusów nie wykrywa się ot, tak, ale tylko wtedy, kiedy wiemy czego szukać. Jeśli wirus nie powoduje żadnych nieprzyjemnych i zauważalnych objawów, może sobie w nas istnieć i pies z kulawą nogą się nim nie zainteresuje.
Jak zmieni się nasze zachowanie po zainfekowaniu zombie-wirusem? Trudno przewidzieć. Może głosy zmienią się nam na bardziej dziecięce i będziemy ukrywać się w zacienionych miejscach chlipiąc w nadziei, że to kogoś przywabi? Wołać kobiecymi głosami, że ratunku, gwałcą? A może będziemy aktywnie poszukiwać ofiar, kto wie?

6. Podsumowanie

Prawdę mówiąc, nie jesteśmy w stanie stwierdzić z całą pewnością, że zombie-wirus już się gdzieś nie pojawił na naszej planecie. Mimo, że ubywa zakątków do których nie dotarła jeszcze cywilizacja, nadal są znaczne obszary poznane słabo lub w ogóle. Kto wie, czy gdzieś tam nie istnieje zarazek nieszkodliwy dla nosiciela, którym może być małpa lub ptak, a morderczy w przypadku przeniesienia na człowieka? Na razie może się ukrywać gdzieś w dżunglach Afryki równikowej czy Ameryki Południowej i zarażać jedynie niewielkie skupiska ludności, po czym epidemia wygasa z powodu zbyt szybkiego rozwoju choroby i śmierci wektorów ją roznoszących (czyli ludzi). Podobnie jest z wirusem ebola – śmierć następuje zbyt szybko po zakażeniu, zanim nosiciel dotrze do innych skupisk ludzkich i dlatego jak na razie możemy czuć się stosunkowo bezpieczni. Niestety, w dzisiejszym świecie, gdy na drugi kraniec globu możemy dotrzeć bez specjalnych problemów w ciągu kilkunastu – kilkudziesięciu godzin, domniemany zombie-wirus spowodowałby śmierć większości populacji ludzkiej. Wystarczy wspomnieć słynną pandemię grypy hiszpanki, która przewaliła się przez cały świat docierając nawet na izolowane wyspy na Pacyfiku i powodując śmierć – jak się szacuje – nawet 100 milionów ludzi, a zarażając 500 milionów, czyli 1/3 ówczesnej populacji. W tym przypadku zadziałał zapewne jeszcze jeden czynnik, którym są stosunkowo niewielkie objawy lub ich brak w ciągu pierwszych dni po zakażeniu. Ale jeśli chodzi o wirusa ebola czy jakiegoś innego, równie zjadliwego, nie istnieje scenariusz dla powstrzymania zabójczej pandemii, gdyby rozprzestrzenił się w gęsto zaludnionych obszarach Europy czy wschodniego wybrzeża USA i między bajki należy włożyć szczęśliwe zakończenie w filmie „Epidemia” z Dustinem Hoffmnem i Rene Russo w rolach głównych, a wybranie przez Al-Kaidę stosunkowo kiepskiego nośnika jakim jest wąglik może posłużyć za źródło wielu teorii spiskowych, którym nie można odmówić sporej dozy prawdopodobieństwa. Ale to już temat na inny artykuł, a wam radzę uważać na małe dzieci stojące nie wiedzieć czemu waszych przy łóżkach i wpatrujące się w was łakomym wzrokiem. Wielkokalibrowy pistolet pod poduszką może być w tym przypadku bardzo przydatny.
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło




Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif blank.gif
Shoutbox
Musisz się zalogować żeby wysłać wiadomość.

08-12-2017 21:25
Nie ma co siać fermentu. Dobrze że otwierają sklep na żeromskiego bo w GS albo w M1 czynsz by ich pociągnął na dno ... jeśli ceny w sklepie stacjonarnym będą mieli takie jak w necie to fajnie się zapo

08-12-2017 19:34
Myślę że jest odwrotnie. To własnie w centrach teraz ludzie się ubierają, a centra miast mogą być oddane na rozrywkę. Jutro otwarcie. To filia wargamera. Jest na fejsie do oglądania.

02-12-2017 21:38
Nie śmierdzą. Po prostu dziś na Żeromę nie chodzi się, żeby kupić książki, ale buty, komórę albo wziąć pożyczkę. Po rzeczy dziwne jak książki (czy choćby figurki) chodzi się do centrów handlowych.

23-11-2017 23:02
Nie siej defetyzmu kocie, były plany by pierwszy wargamer też był na żeromie. Jak był na 25 czerwca to zarzucali nam że daleko, a teraz buty śmierdzą ? ....

23-11-2017 09:15
Ciekawe co z tego wyrośnie.

22-11-2017 20:13
Wśród banków i sklepów z butami? Słabo, ale obym się mylił Shock

16-11-2017 22:28
V kolumna mi donosi że na żeromie już niedługo będzie sklep wargamera !!!! Smile))) Zbierajcie kasę by zakupy robić tam by nam nie upadłą nowa inicjatywa

21-09-2017 15:21
Ale jaja, jeśli recenzuję coś, co ma związek z Rosją, jutub demonstruje swoją rusofobię i wyświetla "ten film nie jest odpowiedni dla reklamodawców Angry

19-09-2017 19:53
Cholera, wywaliło zupełnie wtyczkę, bo jutub odszedł od flaszki Sad

24-07-2017 13:07
Cold one ty siedzisz w radomiu? Ja ogarniam juz zasady 8ed do 40k i moge grac.ado kings of war zawsze tez chetny jestem wfb umarlo a zombie nastepce made by gw czy potwora frankensteina made by spolec

blank.gif blank.gif
centerb-left.png centerb-right.png
center-left.png center-right.png
centerb-left.png centerb-right.png