Nazwa użytkownika:    Hasło:   
center-left.png center-right.png
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Losowy cytat:
Czym się różni balkon od absolwenta politologii? Balkon potrafi utrzymać całą rodzinę.
blank.gif blank.gif
Foto-chmurka
blank.gif blank.gif
Ostatnio dodane
Zdjęcia
 [2955]
Użytkownicy
Artykuły
Do ściągnięcia
Komentarze
blank.gif blank.gif
Najczęściej oglądane
Zdjęcia
Do ściągnięcia
Artykuły
Linki do stron
blank.gif blank.gif
Zegar & Kalendarz
blank.gif blank.gif
Odliczanie
Jeszcze tylko

do wakacji! To wcale nie tak długo ;-)
blank.gif blank.gif
Klubowy kubek
blank.gif blank.gif
Zobacz temat
 Drukuj temat
Nie warto czytać - strata czasu i pieniędzy
Kot
Rosyjskich pisarzy lubię, co po wielekroć podkreślałem na łamach naszego forum. Lubię, choć nie wszystkich i na ślepo. Tak jest też z duetem Andriej Bielanin i Galina Czernaja. Książki piszą nijakie i niespecjalnie wysokim stylem. Ale jak zobaczyłem ich wytwór Profesjonalny zwierzołak przeceniony na 12 zł, to się skusiłem. I bardzoi szybko pożałowałem.
Ksiażka opowiada historię takiej sobie zwykłej dziewczyny, którą ugryza stwór jakowyś, przez co w ciągu miesiąca ma się ona zmienić w kolejnego stwora. Na szczęście w trakcie ugryzienia ratują ją przystojny agent i przystojny gadający kot z kilkoma tytułami naukowymi. Okazuje się, że bohaterkę można uratować przed przemianą, potrzeba jedynie surowicy z krwi iluśtam potworów, niekoniecznie typu tego pierwszego (!), więc dziewczyna robi im łaskę i przystaje do drużyny. Tak, robi im łaskę, dobrze napisałem, bo jest wrednym, rozpieszczonym babulcem i okazuje to przynajmniej raz na stronę. A stron jest ponad 400. W pewnym momencie postanowiłem czytać co którąś stronę, ale autorzy jednak wykazują się wiedzą i nie chciałem tracić informacji na temat perogów, szamanek z głębokiej Syberii i tym podobnych, więc rzucało mną okrutnie. Ciężko się czyta powieść o rozkapryszonej gimbazowej dziewusze, w dodatku okraszoną humorem płaskim niczym lotnisko, przy którym przysłowiowe suchary z Familiady jawią się Himalajami dowcipu. No i styl, styl... zdania jak z bicza strzelił, ledwo się takie zacznie a już się dawno skończyło - każdy polonista za podobne wypracowanie nawet w gimnazjum dałby najwyżej 3. Tłumaczka mogła popracować, poprawić, ale nie - zostawiła jak było i efekt wyszedł naprawdę niestrawny. Sytuacja się poprawia na mniej-więcej 20 stron przed końcem, ale jest to stanowczo za późno żeby uratować sytuację. Nie będę tęsknił do bohaterów ani nie interesują mnie ich dalsze losy, wymęczyłem powieść do końca i nie zamierzam do niej wracać. A wy nawet do niej nie podchódźcie.
Edytowane przez Kot dnia 31-10-2015 21:31
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
William Gibson to absolutny klasyk fantastyki. Twórca cyberpunku, na podstawie jego powieści nakręcono kultowego Johnny Mnemonic, czyli, krótko mówiąc, żywa legenda. Niestety, nawet legendom trafiają się gnioty, a ludzie kupią, bo mają nadzieję na coś ciekawego albo nawet w przypadku gniota bdą się bali powiedzieć coś negatywnego, bo nie wypada. Takim gniotem napisanym przez legendę jest Światło wirtualne, co gorsza możemy przeczytać w opisie, że jest to "powiść otwierająca kultową Trylogię mostu". Niestety, gniot jest to przepotężny. Treści w nim tyle, co na nieco przydługie opowiadanie, a reszta wypełniona jest trocinami nikomu do niczego niepotrzebnych historyjek. Takie coś jakby bohater wszedł do baru, gdzie za ladą stał barman Jasio. Jasio pochodził z Nevady, gdzie jego rodzice uprawiali ziemię, ale kryzys, ojciec się powiesił, matka zabrała dzieci i przeniosła się do Teksasu, gdzie pracowała jako kelnerka. Poznała tam faceta, który był kierowcą, choć jego rodzice chcieli go wychować na lekarza itd, itp. Rozumiecie, co mam na myśli? Są też bogate wspomnienia głównych postaci. Jest np. scena, w której jeden z głównych bohaterów dostrzega poszukiwaną przez niego inną główną bohaterkę i w tej chwili zaczyna się opowieść, że chodził kiedyś z dziewczyną... stronę dalej nadal jest opowiadanie o tej dziewczynie i trwa przez jeszcze następną stronę. Nie posuwa to w niczym akcji, może ubarwia rych psychologiczny bohaterów, ale już po kilkunastu stronach chce się rzygać tymi dodatkowymi informacjami o zupełnie nieistotnych ludziach spotkanych przez bohaterów. Tak jak z tą dziewczyną w deszczu - akcja niby szybka się zaczęła i nagle po hamulcach, bo autorowi zebrało się na wspominki. Dochodzi do tego, że gdy jedna z postaci dla zabicia czasu ogląda film na tablecie, przez dwie strony mamy opis fabuły tego filmu. Nie da się określić tego wytworu inaczej niż nudny gniot, naprawdę. Szkoda było wydawać nawet tych 12 złotych - to o całe 10 za dużo. Więcej niż 10, bo jeśli doliczę stracony czas, to powinni mi dopłacić za czytanie tej książki. I na pewno nie sięgnę po resztę z tej serii.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Anielskiego cyklu Kossakowskiej nie lubię jak wszyscy diabli. Rozczarowałem się nim już na początku, bo myślałem, że anioły będą podobne choć trochę do Gabriela z Armii Boga - nieludzkie. A już na pierwszych stronach mamy pijaków zachowujących się zupełnie jak kolesie z Ziemi, jakieś korpo-szczury żyjące władzą i dla władzy. I co z tego, że Bóg odszedł gdzieś, co jest pomysłem interesującym, skoro Niebo to syf? Grasują mafie, trzeba pracować żeby nie paść z głodu, opłacić "bekę", czyli haracz różnym nadnaturalnym bytom... no, kanał po prostu. Sama scena końcowej bitwy też taka prymitywna jakaś, żadnej taktyki, tylko wypuszczamy najsłabszych, jak ich zjedzą, to wypuszczamy silniejszych, jak ich zjedzą, to wypuszczamy kolejnych i tak po kolei. Owszem, przygotowała się kobieta, poczytała Biblię i jakieś opracowania, ale to za mało żeby powstał Świat, taki przez duże "eś". No i jeszcze ten Lucyfer, Lucek, zwany pogardliwie Lampką, rozumiem, że trochę rozgoryczony, bo przyszło mu siedzieć i opłakiwać kłótnię z Szefem (to cytat z Armii Boga), ale dlaczego jest wiecznie przestraszony i służalczy wobec aniołów - tego nie rozumiem i nie podoba mi się to. Skoro jednak go nie zabili i ma swoje królestwo, to dziwnie skundlony jak na najpotężniejszego anioła jest.
Tyle o Siewcy wiatru. Później był zbiorek opowiadań, który jakoś tam mi się spodobał, żadna rewelka, ale pomysłów fajnych kilka było. Ale zabrałem się za Zbieracza burz w dwóch tomach i - o jezusiemaryjo! Za mną tom pierwszy. O tym, jak bardzo się męczyłem niech świadczy fakt, że w międzyczasie przeczytałem półtorej książki o przygodach Pana Samochodzika i to nie tych z wartką akcją, ale traktujących o śledztwie historycznym w sprawie wypadków sprzed 400 lat oraz o wykopaliskach.
Krótko o fabule: Anioł Abaddon, Groza Zagłady, Miecz Zniszczenia, Gwiazda Spróchniałego Lasu, Daimon Frey, Czcigodny Małżonek Frei, Burzyciel Wychodków, posiadacz jeszcze kilkudziesięciu tytułów wymienianych po kilka razy na stronę, stoczył się i walczy za pieniądze w nielegalnych walkach. Oczywiście jest Tak Zajedwabiście Potężny, że nikt mu nie podskoczy, każdego traktuje z pogardą i spuszcza mu łomot bez specjalnego trudu, nawet z nogą w wiadrze z cementem. Zastygniętym w dodatku. Nagle jebudu! Moc Pańska spływa i każe mu zniszczyć Ziemię, Dzieło Jasności ze wszystkimi Synami Adama i Ewy, co to węża zjadła. No i się zaczyna. Frey chce wykonać polecenie, koledzy mówią "zaczekaj, może to sprawka tego drugiego, bo przecież cię skaził swym dotykiem, sprawa wymaga jeszcze paru dni badań". Frey na to z płaczem "zdrajcy!" i ucieka gdzie pieprz rośnie. Tamci "stój! przecież ni chcemy ci nic zrobić, po prostu chcemy sprawdzić", na co Frey: "zdrajcy! Przestaliście być moimi przyjaciółmi!" i z płaczem ucieka gdzie pieprz rośnie. I tak przez całą książkę. Oczywiście jest o krok przed swoimi byłymi przyjaciółmi, bo mądry jest niesłychanie, a jeśli już go ktoś zaskoczy, to wyciąga asa z rękawa i znów jest na przedzie. Zupełnie jak w końcowej bitwie Siewcy wiatru. Jakby przyłożyć do scenariusza linijkę, to by pasowały do siebie. Taki liniowy scenariusz, jakby ktoś suchara nie załapał. Jak spotka armię archanioła Michała, tych, co to z Lampką walczyli, to ma ich w głębokiej pogardzie, by za chwilę spieprzać "bo jeszcze mogą mi zrobić kuku tymi pistoletami", jakby myślał, że się zasadzą na niego z Ewangelią i będą go ostrzeliwać Dobrą Nowiną. W międzyczasie płacze, że go przyjaciele zdradzili - a, to już mówiłem. Akcja niby szybka, ale jakoś tak poziomem mi się kojarzy z Drużyną A i niewiele od niej odstaje. Takie coś jak Ucieczka z Los Angeles, moje sztandarowe porównanie jeśli chodzi o kiepskie filmy i książki.
Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którym to się może podobać. W końcu Tolkien zrobił kupę kasy na słodkiej bajce o wyprawie paru włochatostopych kur*$#@%!li, przewidywalnej do bólu i na tym samym schemacie - jak jest do bani, to wyciągamy asa z rękawa i jest dobrze. Ale to nie znaczy, że będę nad czymś takim piał z zachwytu. Nie podoba mi się ten świat i już, z powodów które wyjaśniłem. Nie podobają mi się też książki pani Kossakowskiej o tym świecie. Drugi tom leży, pewnie też się przez niego przegryzę, bo nałóg czytania to rzecz straszna, ale to musi potrwać.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
O rany... męczę drugi tom i... o rany... Dopiero początek, a już gżdyl za gżdylem... no, może trochę przesadziłem, ale... Opisywałem tu wcześniej wrażenia z innej książki, Szaleństwo aniołów. Też napisane przez kobietę. Teoretycznie nie powinno wiele znaczyć, faceci też popełniają babole, ale im bardziej znana postać, tym mniej ich powinna popełniać. Tam np. autorka sobie wyobraziła, że z ziemi wylezą kable elektryczne i niczym węże czy też bluszcze, unieruchomią przeciwnika. Problem w tym, że wyobraźnia niekoniecznie ma rację - żeby nie wiem co, w ziemi nie ma tylu kabli co tam Kate Grifin opisała. Tu mamy podobnie. Pani Kossakowska wyobraziła sobie pewne, prawdopodobnie nastrojowe, sceny, ale jeśli coś trąci, nazwijmy to, nielogicznością lub niespójnością, to nastrój pryska - chyba, że pisze się książkę o głupotach dla niewymagającego czytelnika. Tu chyba miało być ambitnie, ale... o rany...
Jestem na 140. stronie i ciężko to idzie, oj, ciężko, jak hobbitom w tomie trzecim Władcy pierścieni... Autorka, niestety, naoglądała się filmów sensacyjnych klasy B lub C i bierze je za rzeczywistość Sad Wyobraźcie sobie: wojna wywiadów, agenci zabijają się nawzajem, mag zabija zdalnie agenta przeciwnika i w chwili gdy tamten umiera wyświetla mu napis zadarłeś z niewłaściwym przeciwnikiem czy coś w tym rodzaju. Po co? Trąci gó$%niarzerią, a przecież to anioły z doświadczeniem tysięcy lat. Po co takie demonstracje? Jeśli zostawiasz kogoś przy życiu, OK, niech poniesie tę wieść dalej, ale tak? Zupełnie jak w tanich filmach sensacyjnych, gdzie Główny Zły przywiązuje naszego bohatera do stołu, po czym do włącznika piły tarczowej przywiązuje psa, któremu dał śledzia, a miskę z wodą postawił daleko. No i zamiast palnąć naszemu bohaterowi w łeb wyjaśnia, że jak psu zachce się pić, to pójdzie do miski i w ten sposób włączy piłę tarczową, która przetnie stół razem z bohaterem. A później wyjaśnia jeszcze swój plan, nie wiedzieć po co. Ten nastrój, wiecie. Inna sytuacja - A-[b]bad[/b]-don Frey, Wichrzyciel Czupryn, Puszczacz Bąków i posiadacz jeszcze kilkudziesięciu tytułów, od początku jest poraniony, postrzelany, pobity, stare i nowe blizny krwawią bo się nie chcą zagoić i w dodatku się otwierają, a nagle dostrzega swojego kumpla w zagrożeniu i wielkiego maga puff! rozdziera na strzępy mimo, że przeciwnik wygląda na silniejszego od tych, przed którymi spierdzielał nie tak dawno aż się kurzyło. Taki, wiecie, Żan Klod Wandamm, który w końcowych walkach przypomina sobie martwą siostrę, a przeciwnik w tym momencie zapomina że zna jakieś sztuki walki i pozwala się obijać aż do niesławnego końca. No film klasy B, a nawet C. Albo wielka hala długości pół kilometra chyba, ale jak najbardziej oświetlona lampkami oliwnymi na całej długości, bo przecież na samym końcu go położyli. Nigdy nie zastanawiało was, dlaczego gdy bohaterzy wkraczają do opuszczonego od lat miasta, tam ciągle płoną samochody? Tu mamy podobnie. No i oczywiście obowiązki, ale płacz, że to Frey jest zdrajcą, bo oni mu pomogli, a on im tę Ziemię w proch i pył... Ogólnie, kiszka, kaszanka i kanał. Czytam, bo ciekawi mnie jak z tego wybrną, czy moje domysły co do rozwiązania się sprawdzą, ale męczy to strasznie.
-------------------------------
Edit:
No i dobrnąłem. Moje wrażenia - jak do tej pory. Podobały ci się poprzednie części i nie przeszkadzają ci sceny z tanich filmów - bierz się za czytanie, w innym przypadku sobie odpuść. Zakończenie - OK, da się znieść przez pół strony, ale te wszystkie ochy i achy, słodkości, ach, jacy jesteśmy fajni, a co złego to się nam wybaczy a poza tym to nie nasza wina... brakuje jeszcze różowych jednorożców popierdzielających i rzygających tęczą. No i oczywiście kobieta musiała przypierdzielić nieboszczce komunie, bo wśród wierchuszki fantazjonautów Polski góruje pogląd, że kapitalizm rozwiązuje wszystkie problemy, a nieboszczka komuna gnębiła nas straszliwie. Stąd potępienie tyrana z Kuby - takie, wiecie, zawoalowane, żeby nie padła nazwa ani wyspy, ani samego Fidela, ale mrugnijmy sobie szelmowsko, bo my już wiemy. No i pierwszy sekretarz, zapewne chodzi o Chiny, też ma za swoje, bo przecież hameryka i kapitalizm rozbuchany to jedyny lek na trapiące ludzkość bolączki, biedę i biegunkę. Jakby kobieta pomyślała trochę, poszukała dlaczego, ale po co, przecież wszystko jasne. "Nie potrzebuję google, moja żona wie wszystko" - napis na koszulce Smile Chociaż takie poglądy, jak już wspomniałem, są pospolite wśród tych, co najgłośniej krzyczą na forach związanych z fantastyką. Smutne.
Edytowane przez Kot dnia 21-01-2017 00:00
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Panu Pilipiukowi imieniem Andrzej już chyba podziękuję. No, chyba że zapomnę i znowu dam mu szansę za kilka lat. Mówię o jego najnowszej produkcji zatytułowanej Litr ciekłego ołowiu. Jest to zbiorek opowiadań w większości o panu Robercie Stormie, detektywie bibliotecznym zajmującym się wyjasnianiem starych historii, jak brakujące ogniwa ewolucji czy zaginione dzieła sztuki. Opowiadania chyba wyciągnięte z dna szuflady z teczki z napisem "Odrzucone", bo w większości takie sobie i jak zwykle najeżdżające na nieboszczkę komunę, bo kopanie trupów to ulubione zajęcie pana Andrzeja. W dwóch opowiadankach raczył zauważyć, że może jednak przed wojną to nie było tak różowo, bo biedota marła na potęgę wskutek biedy, ale szybko się z takim zachwianiem równowagi uporał wracając do kopania zwłok. No i oczywiście Józio Piłsudski wielkim człowiekiem jest, a przyszłe pokolenia czczą go na czczo i po posiłku, przynajmniej dwa razy dziennie urządzając podróże w czasie żeby mu się pokłonić i dać kwiaty. Owszem, robota detektywistyczna nie jest źle przedstawiona. Jest trochę interesujących informacji, aż nie wiadomo gdzie kończy się historia, a zaczyna ciąg dalszy, czyli fikcja. Ale jeśli będę chciał posłuchać czy też poczytać jak to komuna nas gnębiła i jak UB, a później SB nas niszczyło, to przeczytam jeszcze raz Konkwistę 2 Łysiaka albo posłucham gadaniny policji polityczno-historycznej IPNem zwanej, gdzie historię właśnie w stylu pilipiukowym tworzą. Dlatego książki zdecydowanie nie polecam, lepiej wrócić do zbiorków Rzeźnik drzew czy 2456 kroków (dokładnej liczby zapomniałem, wybaczcie). Gwoli uczciwości, w Polsce jest ok. 30% betonowego elektoratu PiS, który tą książką powinien być zachwycony, zupełnie jakby Pilipiuk wreszcie poczuł że znikły dławiące go kajdany postkomuszej cenzury i wreszcie mógł pisać o tym, o czym chciał pisać zawsze, ale Oni (ci tajemniczy Oni) mu nie pozwalali. Nawet jak pisze o Żydach co to biedni uciekli z getta i w PRL-u biedę klepali, to po emigracji do Izraela zostali - jak to Żydzi - bogaczami, właścicelami hoteli, winnic, fabryk i innych dóbr wszelakich, bo wiadomo, że jak Żyd w Żydostanie, to bogaty. Kto im pracuje na tych farmach - nie wiemy, pewnie te dzieci co je porywają na macę, zanim krew z nich spuszczą. Tak więc powtórzę jeszcze raz - jeśli jesteś zwolennikiem Jarkaczego, książka zapewne ci się spodoba, ale ja dobrnąłem do końca z pewnym trudem. Opowiadania są marne i daleko im do wspomnianych wcześniej tomików, nie mówiąc już o takim człowieku jak Krzysztof Kochański, zapewne esbek i zdrajca, bo nie dość że tworzył w komunie, to opowiadanka jego stoją przynajmniej o klasę wyżej.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Kolejny tom steampunkowej opowieści o Burtonie i Swinburnie za mną. Niestety, albo zapomniałem jak sie czyta książki, albo ten tom niestrawny jest. Męczyłem go chyba przez półtora miesiąca. Akcja rwie się, przenosi gdzieś w inne miejsca i czasy, by za chwilę wrócić. Nie wiem, dlaczego znosiłem to tak ciężko, przecież wiele interesujących książek ma podobna fabułę. Rzecz wyjasnia się na kilkunastu ostatnich stronach i zakończenie jest dobre, ale to za mało, żeby odbudować negatywne wrażenia.
"Mark Hodder przedstawia Burtona i Swinburne'a w wyprawie w Góry Księżycowe".
Tak, w poprzednim tomie bohaterowie książki wybierali się do Afryki i tu sobie po niej popierdzielają, czy to wtedy, czy kiedykolwiek indziej. Męczące to dla mnie było i choć, jak wspomniałem, zakończenie była niezłe, to do książki wracał nie będę.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Przejdź do forum:
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło




Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif blank.gif
Shoutbox
Musisz się zalogować żeby wysłać wiadomość.

08-12-2017 21:25
Nie ma co siać fermentu. Dobrze że otwierają sklep na żeromskiego bo w GS albo w M1 czynsz by ich pociągnął na dno ... jeśli ceny w sklepie stacjonarnym będą mieli takie jak w necie to fajnie się zapo

08-12-2017 19:34
Myślę że jest odwrotnie. To własnie w centrach teraz ludzie się ubierają, a centra miast mogą być oddane na rozrywkę. Jutro otwarcie. To filia wargamera. Jest na fejsie do oglądania.

02-12-2017 21:38
Nie śmierdzą. Po prostu dziś na Żeromę nie chodzi się, żeby kupić książki, ale buty, komórę albo wziąć pożyczkę. Po rzeczy dziwne jak książki (czy choćby figurki) chodzi się do centrów handlowych.

23-11-2017 23:02
Nie siej defetyzmu kocie, były plany by pierwszy wargamer też był na żeromie. Jak był na 25 czerwca to zarzucali nam że daleko, a teraz buty śmierdzą ? ....

23-11-2017 09:15
Ciekawe co z tego wyrośnie.

22-11-2017 20:13
Wśród banków i sklepów z butami? Słabo, ale obym się mylił Shock

16-11-2017 22:28
V kolumna mi donosi że na żeromie już niedługo będzie sklep wargamera !!!! Smile))) Zbierajcie kasę by zakupy robić tam by nam nie upadłą nowa inicjatywa

21-09-2017 15:21
Ale jaja, jeśli recenzuję coś, co ma związek z Rosją, jutub demonstruje swoją rusofobię i wyświetla "ten film nie jest odpowiedni dla reklamodawców Angry

19-09-2017 19:53
Cholera, wywaliło zupełnie wtyczkę, bo jutub odszedł od flaszki Sad

24-07-2017 13:07
Cold one ty siedzisz w radomiu? Ja ogarniam juz zasady 8ed do 40k i moge grac.ado kings of war zawsze tez chetny jestem wfb umarlo a zombie nastepce made by gw czy potwora frankensteina made by spolec

blank.gif blank.gif
centerb-left.png centerb-right.png
center-left.png center-right.png
centerb-left.png centerb-right.png