Nazwa użytkownika:    Hasło:   
center-left.png center-right.png
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Losowy cytat:
Pieniądze szczęścia nie dają. Aktualnie mam na koncie 50 milionów dolarów i jestem tak samo szczęśliwy jak wtedy, gdy miałem 48 milionów. (Arnold Schwarzenegger)
blank.gif blank.gif
Foto-chmurka
blank.gif blank.gif
Ostatnio dodane
Zdjęcia
 [2942]
Użytkownicy
Artykuły
Do ściągnięcia
Komentarze
blank.gif blank.gif
Najczęściej oglądane
Zdjęcia
Do ściągnięcia
Artykuły
Linki do stron
blank.gif blank.gif
Zegar & Kalendarz
blank.gif blank.gif
Odliczanie
Jeszcze tylko

do wakacji! To wcale nie tak długo ;-)
blank.gif blank.gif
Klubowy kubek
blank.gif blank.gif
Zobacz temat
 Drukuj temat
Książki pozanurtowe, ale i tak warte przeczytania
Kot
W Galerii Gama stoi sobie niepozorna półka na książki. Najczęściej leży tam kilka egzemplarzy RIKu, czyli Radomskiego Informatora Kulturalnego, ale czasem ktoś - zgodnie ze wspomnianej półki przeznaczeniem - przynosi jakieś książki, czasem lepsze, czasem gorsze. Czasem jestem to ja, czasem ktoś inny, coś w rodzaju nieformalnego bookcrossingu. Nie jestem pewien, czy czasem bezdomni nie zabierają tego, co tam leży na makulaturę - jeśli tak, to trudno. Ale czasem trafiają się rzeczy, które czytam z zainteresowaniem.
Tak było w przypadku książki Wołanie kukułki Roberta Galbraitha. Książka zaczyna się od samobójstwa śniadoskórej supermodelki zamieszkującej w Londynie i sprawa ta ciągnie się przez całe 450 stron, bo oto do głównego bohatera - prywatnego detektywa, który po stracie dolnej części nogi w Afganistanie rozstał się z wojskiem i zaczął zarabiać na życie w taki właśnie sposób. Interes nie idzie za dobrze, aż tu nagle przychodzi brat wspomnianej supermodelki i proponuje mu wyjaśnienie tej śmierci, bo coś mu tam nie gra. Jednocześnie przyjmuje do pracy sekretarkę, która czasem zmienia się w coś w rodzaju głównego bohatera.
Książka nie jest pełna trupów, pościgów, strzelanin ani niczego takiego. Dostajemy za to kawał solidnej, detektywistycznej roboty, rozmowy przytaczane są dość wiernie, a język poszczególnych postaci dość zindywidualizowany. Przez długi czas jedynymi zwłokami są te właśnie zwłoki supermodelki. Bohater przegryza się przez środowiska wielkiego showbiznesu i krętymi ścieżkami dochodzi wreszcie do prawdy. Można się domyślić, że nie jest to zwykłe samobójstwo, ale kto i po co - na rozwiązanie tego problemu trzeba poczekać niemal do końca. Niestety, wtedy to autor zaczyna robić fochy i ukrywać niektóre fakty czy też zdarzenia przed czytelnikiem, jak np. "kazał jej zrobić coś, od czego jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia" czy tak jakoś. Co kazał jej zrobić wyjaśnia się dopiero po kilkunastu stronach. Na szczęście nie ma zbyt wielu takich zdarzeń, bo bardzo ich nie lubię. Dlatego opinia moja jest jak najbardziej pozytywna, bohaterowie są fajnie i można się znimi zżyć, a parę wątków może trochę zaskoczyć. Warto było pójść do Galerii żeby opróżnić półkę z tego, co ktoś w swej szczodrości zostawił.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Może oglądaliście film Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął. Tytuł mówi prawie wszystko Smile a mnie w ręce wpadła książka, na podstawie której powstał film. Podobno film jest dużo gorszy, bo traci ironiczną narrację głównego bohatera, ale niestety nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć, bo go nie oglądałem. Oczywiście film musiał być okrojony, książka wszak dość gruba jest, więc zapewne nie znajdziemy w filmie życiorysu głównego bohatera, tak to jest z filmami, że albo robimy serial, albo okrajamy i wtedy krytycy rzucają się na film że zubożony i dalejże go nurzać w błocie. No, ale się nie da, kto czytał lub choć widział na oczy książkę Hemingwaya Stary człowiek i morze wie jaka cienka to pozycja, a półtoragodzinny film i tak wyciął kilka fragmentów (mimo to znakomita pozycja, polecam).
Tytułowy stulatek mieszka w Szwecji w domu opieki społecznej, gdzie osiadł po burzliwym życiu, w którym zwiedził cały świat i spotkał mnóstwo znanych ludzi, jak Stalin, Churchill czy Mao Tse Tung. Obecnie jednak złe instynkty biorą gorę i w swoje setne urodziny ma dosyć domu opieki i daje nogę przez okno. Na stacji jakoś tak przypadkiem kradnie walizkę z pięćdziesięcioma milionami szwedzkich koron, przez co życie mu się komplikuje w stopniu znacznym, gdyż mamona ta własnością handlarzy narkotyków była. Ale nie bójcie, się, książka jest dość wesoła, przygody opisane są z humorem i wszystko kończy się sympatycznie i równie wesoło, jak się zaczyna. Owszem, jest parę trupów, ale albo się z nimi nie zdążyliśmy zżyć (z postaciami, nie z trupami), albo na to zasługują.
Za przeczytaniem (a nawet, o zgrozo! - kupnem tej książki, jest dostępna nawet w biedronkach) przemawia luźny humor, szybka akcja, przygody - zarówno w dzisiejszych czasach, jak i dawniejszych, z młodości głównego bohatera. Całość jest napisana w stylu filmu Forrest Gump (książki nie czytałem, ale podobno latał w niej nawet w kosmosie, co jakoś rzutuje na realizm całości) pomieszanej z Wielkim małym człowiekiem. Tu też bohater włócząc się po świecie spotyka ludzi decydujących o losach tegoż świata. Jest też realizm innego typu - przemarsz przez Himalaje zajmuje mu coś około roku, w książkach czasami spotyka się termin krótszy albo w ogóle jakiś niemożliwy. Tu jak ludzie wędrują, to wędrują, choć oczywiście nie jest to opisane ze szczegółami, bo nie skończyłoby się na jednym, a nawet pięciu tomach.
Przeciwko: kilka razy autor opowiada o czymś, co sobie wyobraża, ale nie ma o tym pojęcia i to kole boleśnie. Jednym z takich przykładów jest fakt, że w Los Alamos badano masę krytyczną uranu w ten sposób, że skazańcy przysuwali do siebie dwie półkule a naukowcy obserwowali czy po złączeniu ta masa podkrytyczna zmieni się w nadkrytyczną czy nie. Jak jest w książce - zobaczcie. Jest jeszcze kilka takich kwiatków, ale niekoniecznie zbyt dużo (jakieś 3-4) i przeczytałem książkę dość szybko, nie zgrzytając zbytnio zębami, tak więc w sumie polecam ją, zapewne też obejrzę film jak go skądś skubnę.
Edytowane przez Kot dnia 14-08-2016 22:07
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Płacąc za prenumeratę Świata nauki czy też inszego Wiedzy i życia mamy mdo wyboru - dostać "gołą" prenumeratę albo dopłacić jakieś pięć złociszy i dostać jakąś książkę. Wybieram zwykle to drugie rozwiązanie i mimo podejrzeń, że wciskają ludziom to, co im nie zeszło, mam niewielką biblioteczkę tych nagród. Wśród nich znajduje się Przyszłość umysłu Michio Kaku, znanego w całym Wszechświecie fizyka kwantowego, speca od czarnych dziur i przede wszystkim znakomitego popularyzatora nauki. Specem od fizyki kwantowej jest takim, że nawet fakt nagrzewania się zamkniętego samochodu potrafił wyjaśnić za pomocą fizyki kwantowej, czym utrwalił moją niechęć do tej dziedziny nauki, bo, jak mówi stare przysłowi pszczół i komandosów palestyńskich, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Byłem też trochę sceptyczny jeśli chodzi o treść książki - fizyk omawiający problemy psychiki? Znowu będzie wciskał mechanikę kwantową? Albo jakieś bzdury, bo to nie jego dziedzina, ale koleś chce zbijać kasę na swoim nazwisku? Ponadto mam się za człowieka oczytanego i nie spodziewałem się specjalnych rewelacji (w końcu i Wiedzę i życie, i Świat nauki prenumeruję od lat, więc czym miałby mnie zaskoczyć?).
Błąd. Nauka i technika idzie szybko do przodu. Tak szybko, że po lekturze kilku pierwszych rozdziałków (krótkie one są, kilka stron, rzadko kilkanaście) okazało się, że jestem daleko z tyłu za nowinkami technicznymi o których w prenumerowanych przezemnie czasopismach jeszcze nie pisali. Rzeczy, których zaistnienia w ciągu najbliższych kilkunastu lat bym się spodziewał, już istnieją i są udoskonalane w laboratoriach na całym świecie. Och, część z tych rozdziałków to felietony i rozważania nie będące dla mnie żadną większą rewelacją, a część świadczy nawet o niemożności Michio do przezwyciężenia pewnych granic nauki uznanych za nieprzekraczalne (jak dogmat o niemożności podróżowania szybciej niż światło czy istnieniu w przyrodzie tylko czterech sił), ale w dużej mierze szczęka przy lekturze opada.
Książka ma też swoje wady. Autor wysuwa stwierdzenie, że w przyszłości będą kina transmitujące do mózgu uczucia aktorów i w horrorach np. będzie to przerażenie (może dresiarstwo przestanie wreszcie narzekać że horror był słaby), a aktorzy którzy nie będą potrafili umiejętnie go zagrać będą musieli odejść tak, jak ci, którzy nie potrafili przestawić się na kino dźwiękowe. Nie pomyślał przy tym, że strach będzie dogrywany do filmu tak, jak dogrywana jest ścieżka dźwiękowa.
Zbyt chętnie używa też sensacyjnych tytułów rozdziałów rodem niczym z prasy brukowej, przez co człowiek spodziewa się czegoś innego niż dostaje. Sztuczny hipokamp nie jest sztucznym hipokampem, bo nikomu go nie wszczepili, ale "po prostu" (w cudzysłowiu, bo nadal jest to niesamowite) czymś w rodzaju magnetofonu, na który naukowcy nagrali serię impulsów z pamięci myszy, po czym pamięć wykasowali farmakologicznie i wgrali te impulsy z powrotem pamięć. Dodajmy, że wspomnienia te dotyczyły labiryntu, więc nie cała pamięć została zgrana i wgrana, ale jej drobny fragment.
Podobne problemy mamy z terminami telepatia i telekineza, gdzie telekinezą Michio nazywa zjawisko odczytania przez sprzęt mysli człowieka lub impulsów z zakończeń nerwowych, ich analizę i przesłanie do mechanicznego ramienia. Podobnie jest z telepatią, która polega na odczytaniu przez urządzenie myśli i wyświetlenie ich na ekranie. Ja telepatię rozumiem nieco inaczej, ale sama informacja, że coś takiego daje się zrobić jest fascynująca.
Za niektóre błędy odpowiada tłumacz - priony "rozmnażają się" nieco inaczej niż wynika to ze słów użytych w książce, a short circuit to nie krótkie spięcie, a po prostu spięcie, czyli dosłownie tłumacząc krótki obwód (elektryczny znaczy się). Jest jeszcze kilka takich kwiatków, ale na szczęście niezbyt wiele.
Wielkim plusem książki są odniesienia do popkultury - przytacza przykłady mnóstwa zjawisk, które omawia, a o których czytaliśmy w książkach s-f lub oglądaliśmy na filmach. Zabrakło mi jednakowoż kilku pozycji, które (bogowie, któryż to raz używam słowa "które"?) aż się proszą, żeby o nich wspomnieć - Cela, Kontakt, Kawaleria kosmosu, a nawet Gry Endera przy omawianiu inteligencji roju - jest tam fragment, w którym wyjaśniają, że gdy Obcy wyrzynali załogę stacji kosmicznej myśleli, że po prostu wyłączają końcówki, a nie że zabijają odrębne istoty.
Jest też trochę fascynujących źródeł, oprócz naukowych artykułów czy swoich własnych, popularyzatorskich wywiadów - stron internetowych na które można zajrzeć i pobawić się w kolorowanie ścieżek neuronowych w siatkówce oka czy obejrzeć zmapowany układ nerwowy nicienia.
Pod koniec, jak to jest w zwyczaju, książka traci nieco na szybkości i sensacyjności i przewagę zaczynają zyskiwać felietony mówiące o tym co autor sądzi że stanie się w przyszłości, ale dzieje się to stosunkowo późno i nie przeszkadza zbytnio - ktoś, kto nie "siedzi" w temacie może tego nawet nie zauważyć. No ja siedzę, ale i tak czytałem, bo książka ta uporządkowała mi i zgromadziła razem to, co było rozrzucone na przestrzeni nieraz wielu lat w artykułach popularnonaukowych. No i oczywiście cieszyłem się, że na wiele rzeczy wpadłem nie tylko ja, ale i wielki umysł Michio Kaku Wink
Problemem jest to, że autor zagłębia się w dziedziny które często są nieaktualne już w momencie pisania, ale to jest ryzyko poruszania takich tematów i wcale nie umniejsza wartości książki, dziwi jednak brak informacji o próbach nauczenia naczelnych ludzkiego języka, a zwłaszcza goryliczki Koko, która nawet zastanawiała się co się z nią stanie, gdy umrze i doszła do wniosku, że odejdzie do spokojnej jamy na uboczu.
Podsumowując, książkę polecam, gdyż poza wąskim gronem specjalistów jej treść będzie bardzo interesująca, czasem rewolucyjna wręcz, a nawet jeśli ktoś jest specjalistą w danej dziedzinie, to zakres poruszanych w niej tematów jest na tyle szeroki, że prawdopodobnie znajdzie tam i tak jakieś ciekawe informacje. Dla przeciętnego zjadacza chleba - mam na myśli przeciętnego wśród tych, co czytają, pomijam wszechobecną gimbazę - książka może wytyczyć światopogląd na przyszłość cywilizacji i człowieka na wiele lat, co samo w sobie jest czymś WIELKIM.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Nie jestem pewien, czy to najlepsza z wersji, ale książka jest warta przeczytania:
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Może wstęp trochę za długi, ale nie mogłem się powstrzymać Wink
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Książka stara, ale jara. Nie, nie do jarania w piecu Smile
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Jak się kiedyś ludzie myli. Albo i nie myli.
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Lubię ten cykl, po prostu lubię, inaczej pewnie bym nie kupował Wink YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Władimir Putin postacią kontrowersyjną jest, a oto moja recka książki o nim:
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Książka o tych, którzy mogą sobie tylko w łeb strzelić, bo strzelić komuś innemu nie ma po co.
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Jeśli lubicie kryminalne zagadki i akcję dziejącą się w średniowieczu, to może wam się spodobać. Nie, żeby nie miała wad Wink
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Przejdź do forum:
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło




Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif blank.gif
Shoutbox
Musisz się zalogować żeby wysłać wiadomość.

08-12-2017 21:25
Nie ma co siać fermentu. Dobrze że otwierają sklep na żeromskiego bo w GS albo w M1 czynsz by ich pociągnął na dno ... jeśli ceny w sklepie stacjonarnym będą mieli takie jak w necie to fajnie się zapo

08-12-2017 19:34
Myślę że jest odwrotnie. To własnie w centrach teraz ludzie się ubierają, a centra miast mogą być oddane na rozrywkę. Jutro otwarcie. To filia wargamera. Jest na fejsie do oglądania.

02-12-2017 21:38
Nie śmierdzą. Po prostu dziś na Żeromę nie chodzi się, żeby kupić książki, ale buty, komórę albo wziąć pożyczkę. Po rzeczy dziwne jak książki (czy choćby figurki) chodzi się do centrów handlowych.

23-11-2017 23:02
Nie siej defetyzmu kocie, były plany by pierwszy wargamer też był na żeromie. Jak był na 25 czerwca to zarzucali nam że daleko, a teraz buty śmierdzą ? ....

23-11-2017 09:15
Ciekawe co z tego wyrośnie.

22-11-2017 20:13
Wśród banków i sklepów z butami? Słabo, ale obym się mylił Shock

16-11-2017 22:28
V kolumna mi donosi że na żeromie już niedługo będzie sklep wargamera !!!! Smile))) Zbierajcie kasę by zakupy robić tam by nam nie upadłą nowa inicjatywa

21-09-2017 15:21
Ale jaja, jeśli recenzuję coś, co ma związek z Rosją, jutub demonstruje swoją rusofobię i wyświetla "ten film nie jest odpowiedni dla reklamodawców Angry

19-09-2017 19:53
Cholera, wywaliło zupełnie wtyczkę, bo jutub odszedł od flaszki Sad

24-07-2017 13:07
Cold one ty siedzisz w radomiu? Ja ogarniam juz zasady 8ed do 40k i moge grac.ado kings of war zawsze tez chetny jestem wfb umarlo a zombie nastepce made by gw czy potwora frankensteina made by spolec

blank.gif blank.gif
centerb-left.png centerb-right.png
center-left.png center-right.png
centerb-left.png centerb-right.png