Nazwa użytkownika:    Hasło:   
center-left.png center-right.png
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Losowy cytat:
Facewall - when facepalm is not enough.
blank.gif blank.gif
Foto-chmurka
blank.gif blank.gif
Ostatnio dodane
Zdjęcia
 [2942]
Użytkownicy
Artykuły
Do ściągnięcia
Komentarze
blank.gif blank.gif
Najczęściej oglądane
Zdjęcia
Do ściągnięcia
Artykuły
Linki do stron
blank.gif blank.gif
Zegar & Kalendarz
blank.gif blank.gif
Odliczanie
Jeszcze tylko

do wakacji! To wcale nie tak długo ;-)
blank.gif blank.gif
Klubowy kubek
blank.gif blank.gif
Zobacz temat
 Drukuj temat
Klasyka do czytania
Horsky_skritek
To ja polecę dwie książki fantastyczne i jedną historyczno-sportową.
Zacznę od "Gry Endera" Orsona Scotta Carda. Autor opowiada historię chłopaka, który urodził się jako trzecie dziecko w świecie gdzie jest to przestępstwem. Okazuje się, że jest on ostatnią bronią ludzi w walce ze śmiertelnym wrogiem. Zostaje zabrany od rodziny i rozpoczyna szkolenie. Ta książka jest początkiem serii o Enderze naprawdę bardzo udanej. Nie ma w książkach Carda wiele akcji w porównaniu np. do Wiedźmina, ale autor świetnie tworzy postacie.
Drugą pozycją będą dwie trylogie Robin Hobb o skrytobójcy, królewskim bękarcie o imieniu Bastard. Pod okiem tajemniczego nauczyciela uczy się "zawodu" skrytobójcy, starając się chronić króla i wykonywać przydzielone mu zadania. Jak na razie to jest moja ulubiona książka pisana z perspektywy pierwszej osobySmile
I ostatnią lekturą będzie dzieło Guya Waltersa "Igrzyska w Berlinie. Jak Hitler ukradł olimpijski sen." Autor świetnie pokazał jak duży wpływ na politykę ma sport oraz jak zdeptane zostały ideały przyświecające Pierrowi de Coubartenowi (przepraszam za zła pisownię). Dodatkowo pojawią się tu polski wątek co prawda bardzo niewielki, ale zawsze.
Nie wiem czy to jest klasyka, ale naprawdę świetnie się czyta. Serdecznie polecamSmile
Warhammer Inwazja i 40k Podbój
 
Kot
Gra Endera zaiste genialną książką jest i jak najbardziej klasyką. Dalsze części są jakby mniej przesycone akcją, ale też są niezłe. Co do Robin Hobb i cyklu o Skrytobójcy mam mieszane uczucia. Pani ta pisze coraz rozwleklej, co jest cechą ludzi, którzy zdobyli jakiś tam warsztat i piszą dla zysku rozwadniając akcję. Tak zrobił Sapkowski z sagą Sad Cykl Skrytobójcy ma na samym początku wadę - zaczyna się, jak główny bohater jest już stary, co rozwala napięcie, gdy wpada w tarapaty gdzieś w środku powieści. No przecież wyjdzie z tego, nie? Fajnie pani opisała psychikę człowieka zaklętego w wilka, uproszczoną mocno, ale też bywa śmiesznie, gdy przez kilkadziesiąt stron opisuje dzień po dniu jakiś okres (chyba dwa tygodnie czy tak jakoś), a później pada zdanie: podobnie działo się przez następny miesiąc. Zapewne jest to klasyka, zdobyła sobie spore grono wyznawców i pozycję wśród pisarzy, choćja akurat nie jestem do niej specjalnie przekonany.
O dziele Guya Waltersa należałoby napisać w dziale [b]Kultura pozanurtowa[/b], wątek [b]Książki pozanurtowe, ale i tak warte przeczytania[/b], http://www.progre...ead_id=144
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Jedi Nadiru Radena
Jeśli chodzi o cykl Endera, to pewnie jestem wyjątkiem, ale najbardziej podobały mi się środkowe części serii tj. "Mówca umarłych" i "Ksenocyd", niż pierwsza, druga (chronologicznie) i ostatnia. Sama "Gra Endera" mnie nie porwała tak bardzo, jak na to liczyłem, a końcowy fabularny "twist", choć świetny, to jednak zbyt szybko domyśliłem się, że nastąpi Smile Ogólnie polecam, jak panowie wyżej Smile

Jak już przy klasyce jestem, to polecę też cykl [b]"Ziemiomorze"[/b] Ursuli K. Le Guin. To fantasy w starym stylu, bez rozbryzgów krwi, bluzgów i tym podobnych (nie, żeby z automatu takie powieści były złe, bynajmniej, ale nadmiar też szkodzi Pfft), za to ze sporą liczbą dialogów i ciekawymi, zwłaszcza kobiecymi postaciami. Dodatkowy plus dla tych, którzy nie lubią cegieł albo lubią od nich odpocząć: każda książka z serii jest krótka.
Zapraszam na Star Wars Extreme, jedyny w swoim rodzaju polski portal zajmujący się tematyką "Star Wars".
 
http://sw-extreme.com
Horsky_skritek
Ja też wolę dalsze części sagi o Enderze, bo w "Grze" jest trochę mało tworzenia postaci, jej motywów itp., a więcej akcji, a dalsze części odwracają te proporcje. Jak czytam jakąś książkę to bardziej od akcji wolę dokładnie poznać postaci z któymi mam spędzić parę godzin, dlatego z Carda lubię też cykl "O powrocie na Ziemię" (czy jakoś tak) gdzie akcji prawie w ogóle nie ma (co nie jest takie do końca dobre), ale postaci są stworzone idealnie, dla mnie to najlepsza seria pod tym względem ze wszystkich jakie czytałem. Z takich "trików" w książkach lubię też prowadzenie akcji z paru perspektyw jak we "Władcy Pierścieni" czy w sadze "Wiedźmin". Na koniec chciałbym prosić o polecenie jakichś ciekawych książek/sag/cykli/trylogii itp. itd. historyczno-fantastycznych, coś jak "Łzy Nemezis" Dębskiego tylko w trochę nowszych czasachSmile
Warhammer Inwazja i 40k Podbój
 
Kot
Ech, Ziemiomorze... Pamiętam, że część trzecią skończyłem chyba w dwie godziny czy tak jakoś, zacząłem przed obiadem, czytałem podczas obiadu na stołówce studenckiej i wyjść już mi się nie udało, usiadłem gdzieś przy portierni i doczytałem do końca. A jak w końcu wyszedłem to się dziwiłem dlaczego smoki na niebie nie latają. I jest tam więcej magii niż w całym, 5 razy większym Władcy pierścieni (dlatego cenię go sobie baardzo nisko).
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
W sumie chyba powinno to trafić do działu [b]Aktualności do czytania[/b], ale sądzę, że jest to jednak klasyka. Chodzi o powieść Michała Cholewy Gambit. Jest to militarna science-fiction, rzadko u nas spotykany gatunek, a jeszcze rzadziej reprezentowany przez dobre powieści. Z wydanych w Polsce jedynym liczącym się przedstawicielem jest Robert Anson Heinlein ze swoją Kawalerią kosmosu i John Ringo z cyklem posleeńskim. Był jeszcze serial telewizyjny Gwiezdna Eskadra, który z sezonu na sezon robił się coraz lepszy, by tuż przed likwidacją z nieznanych przyczyn osiągnąć naprawdę wysoki poziom. I oto jak burza wkroczył na to pole Michał Cholewa (czyżby syn Piotra Cholewy, znakomitego tłumacza literatury anglojęzycznej?) z powieścią o żołnierzach Czterdziestego Regimentu, w zasadzie zwykłych piechocińcach, szarakach, którzy w każdej wojnie odwalają najcięższą robotę, czyli umieranie wedle rozkazu. Książka nie jest pozbawiona pewnych dłużyzn, są tam też rzeczy nieco rażące na pierwszy rzut oka przyzwyczajonego do angielskich nazw, jak np. okręt wojenny "Królewski Dąb", nie wiedzieć czemu tak właśnie nazwany, choć przecież w siłach Unii Europejskiej. Jest też parę innych nazw, jednak do tego wszystkiego idzie się przyzwyczaić i nawet zaczyna być fajnie. Zwłaszcza, że jednym z bohaterów jest Polak, Marcin Wierzbowski. Piszę "jednym z bohaterów", bo w zasadzie jest tam ich kilku równorzędnych i dopiero w miarę jak giną broniąc swego spłachetka bagna, wyłania się ten jeden główny.
Wspomniałem o Unii Europejskiej - oprócz "nas" jest też kosmos należący do USA i Imperium Chińskiego, a wszystkie uwikłane w bratobójczą wojnę o to, co pozostało z Dnia (dużą literą), w którym Sztuczne Inteligencje zarażone czymś o nazwie "chiński wirus" oszalały i zabiły kogo mogły. Interesujący wszechświat zaludniony sympatycznymi bohaterami. Fajnie byłoby przeczytać coś jeszcze z tego cyklu, choć całość optymizmem nie napawa.
Książka od strony fabularnej, jak powiedziałem, czasem nieco się dłuży, ale wygląda mi na prawdziwą, żołnierską opowieść, gdzie tajemnicze "Wyższe Cele" dowództwa rządzą życiem i śmiercią prostych żołnierzy. Śmiercią niestety znacznie częściej. Są przestawiani jak pionki na szachownicy, bo coś [b]musi[/b] zostać zrobione, a straty w ludziach na poziomie 80-90% są wliczane w koszta do poniesienia, choć tego się głośno nie mówi. I rzeczywiście, w miarę upływu akcji żołnierzy jest coraz mniej i są coraz bardziej poranieni i zniechęceni. Ale rozkazy przychodzą i trzeba je wykonać, nie oglądając się na honor czy cokolwiek, co byśmy sobie wyobrażali. Już pierwszy rozdział dobitnie pokazuje twardy realizm sytuacji wymuszany przez warunki wojny i szkoda, że nie mogę napisać ani słowa więcej. Ale ogólnie rzecz jest warta najwyższego polecenia zwłaszcza, że autorem jest Polak. każdy, kto grywa w systemy figurkowe, lubi powieści militarne czy naczytał/naoglądał się filmów o wojnie i też chciałby zostać bohaterskim żołnierzem powinien to przeczytać. Oczywiście wszyscy pozostali też, choć bywa przygnębiająco - w sumie najbardziej na początku i na końcu, a środek w kategorii przygnębienia plasuje się gdzieś tak... pośrodku. Znakomity kawał lektury, naprawdę porównałbym go do Johna Ringo i jego cyklu posleeńskiego, tyle że Ringo był optymistą i u niego łatwiej przewidzieć kto przeżyje.
Polecam zdecydowanie.
Edytowane przez Kot dnia 02-08-2012 10:33
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Do klasyki należy niewątpliwie niedawno wznowiona seria Skok w... Stephena R. Donaldsona. Pisałem o niej dawniej, jak również całkiem niedawno, bo na Falkonie'2013 kupiłem kolejny tom, Skok w szaleństwo. Seria jest niezwykła, bo pierwsze trzy tomy mają za głównych bohaterów niezłych sk..synów. I nie są to mięczaki w rodzaju Kane'a czy Riddicka, o czym zresztą pisałem.
Tom Skok w szaleństwo to 800 stron czytania, ale akcja jest wartka i się tego nie czuje. Niestety, z bohaterów negatywnych ostał się jeden i to niepewne. Autor poddaje psychikę każdego z nich psychoanalizie i wychodzi, że w sumie to nie są niczemu winni, a są źli bo mama ich przywiązywała do łóżeczka i torturowała, zmusiły ich okoliczności szantażem gorszym od śmierci czy uraz psychiczny bo cośtam. Jest też kilka błędów wynikających z nadmiernego oglądania przez autora filmów sf bez oglądania praw fizyki, przez co mamy widowiskowość, ale bez realizmu. Szkoda, że na tych błędach oparta jest znaczna część intrygi i zwrotów akcji - bez nich musiałoby się stać coś innego, czego wymyślenie okazało się zbyt trudne.
No ale mamy solidną space-operę ze statkami kosmicznymi, piratami, policjantami, obcą cywilizacją, napędem FTL i scenami bitew. Są też intrygi szefów policji i poświęcanie pionków w imię różnych celów. Pionkami są główni bohaterowie, więc poświęcić się nie dają, bo seria musiałaby się skończyć, ale intryga jest solidna, patrząc z punktu widzenia rozgrywających ją szefów wywiadu Wardena Diosa i Hasheigo Lebwohla; nad nimi czuwa jeszcze jeden zły główny szef o zarysowanej psychice. Też ma swój cel.
Książkę polecam przez wzgląd na poprzednie tomy i jednak sprawny warsztat, choć zaczyna się trochę dłużyć. Będzie następny tom który też kupię. Gorzej, jeśli rozciągnie to do niemożliwości i zapowie kolejne...
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Shador von Dal
Dodam od siebie, aktualnie na portalu http://bookrage.org/ jest zestaw ebooków Pana J.A. Zajdela - już za 1zł możecie kupić jego 5 książek, a za przebicie średniej ceny wpłacanej czyli 23,64 dostaniecie 6stą książkę o nazwie "Relacja z Pierwszej Ręki"

Jak byłem mały to przeczytałem Paradyzję która do tej pory siedzi mi gdzieś tam głęboko w pamięci. Poniżej trochę info o autorze i o samym portalu bookrage.

POLECAM!


Janusz A. Zajdel - Paradyzja
O autorze

Janusz Andrzej Zajdel (ur. 15 sierpnia 1938, zm. 19 lipca 1985) – polski fizyk i pisarz, autor fantastyki naukowej, prekursor nurtu fantastyki socjologicznej w Polsce. W swoich utworach Zajdel często przedstawiał i badał społeczeństwa totalitarne, ograniczone, kontrolowane. Ukończył fizykę na Uniwersytecie Warszawskim i przez wiele lat pracował w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej, gdzie na początku lat 80. był współzałożycielem komisji zakładowej NSZZ „Solidarność”. Specjalista w zakresie fizyki jądrowej.

O książce

Paradyzja to tajemnicza kolonia orbitalna, która od stu lat utrzymuje bardzo ograniczone kontakty z Ziemią. Jej mieszkańcy stworzyli własny, rzekomo idealny ustrój społeczny. Ziemianie podejrzewają jednak, że władze kolonii naruszają fundamentalne prawa człowieka. Ziemski inspektor wysłany, żeby zbadać na miejscu sytuację, zastaje świat różniący się znacznie od tego, co głosi oficjalna propaganda.
Za tę, wydaną po raz pierwszy w roku 1984, powieść autor otrzymał przyznaną pośmiertnie Nagrodę Fandomu Polskiego SFINKS, przemianowaną później na Nagrodę im. Janusza A. Zajdla.



BookRage to pakiet książek w dystrybucji elektronicznej, w nowatorskiej formie sprzedaży. To Ty decydujesz ile płacisz za pakiet i jaka część tej kwoty trafia do bezpośrednio autorów (tutaj: do najbliższej rodziny Janusza A. Zajdla), jaka do Fundacji Nowoczesna Polska a jaka do samego BookRage (żeby zapłacić za serwery, kontynuować projekt itd.).

Fundacja Nowoczesna Polska walczy o konstytucyjną "wolność korzystania z dóbr kultury" (art. 73 Konstytucji RP). Nowoczesna Polska rozwija bibliotekę internetową Wolne Lektury udostępniającą za darmo ponad 2000 książek i audiobooków, uruchomiła systemowe kursy i zasoby dydaktyczne Edukacji Medialnej oraz prowadzi kampanię społeczną na rzecz praw obywatelskich w prawie autorskim Prawo Kultury.

Kupując pakiet książek w BookRage dostajesz możliwość ściągnięcia każdej z książek w formatach ePub, Mobi i PDF, bez żadnych mechanizmów DRM.

Haczyk? Ten rewelacyjny pakiet można kupić przez bardzo ograniczony czas. Licznik bije, więc nie warto się ociągać!

huhu
 
Kot
Polecam Zajdla Janusza, miał sporo fajnych książek, choć najwyżej cenię sobie jego opowiadania. Warto zainwestować. Ja nie zainwestuję, bo mam wszystko jego na papierze :-)
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
W ręce wpadł mi tom 6-ty trylogii w pięciu częściach Autostopem przez Galaktykę napisany przez Eoina Colfera, a zatytułowany I jeszcze jedno... . Co mogę powiedzieć... Autostopem przez galaktykę klasyką jest absolutną. Pamiętam lekturę pierwszego tomu, gdy czekając w kolejce na otwarcie punktu nabijania butli czytałem siedząc w kucki i zaśmiewając się do rozpuku, czym zapewne ściągałem zdziwione spojrzenia współstaczy. Doczytałem do ostatniej strony i otworzyłem na pierwszej, zrobiłem to zresztą bodajże sześć razy. Książka była cieniutka, wydana piracko przez któryś klub miłośników fantastyki, teraz ci sami ludzie prowadzą poważne wydawnictwa Smile Tłumaczył to cudo Paweł Wieczorek odwalając kawał dobrej roboty, podobnie zresztą z kilkoma innymi tomami. O jakości tłumaczenia niech świadczy fakt, że gdy w tomie dodatkowym Łosoś zwątpienia bodajże, zrobionym z notatek i fragmentów pozostawionych przez zmarłego przedwcześnie Douglasa Adamsa, tłumaczył fragment o stronie internetowej na której czytelnicy zamieszczają nazwy miejscowości kojarzące się z jakimiś uczuciami, odnalazł miejscowość Nasiadki odpowiadającą uczuciu jakiego doznajemy, gdy siadamy po kimś na jeszcze ciepłą deskę klozetową Grin Niestety, z tomu na tom humor stawał się coraz bardziej poważny, a perełki od jakich roiło się w tomie pierwszym coraz rzadsze. I jeszcze jedno... niestety tomowi pierwszemu nie dorównuje, a co do pozostałych mam mieszane uczucia. Wydaje mi się, że autor, chcąc podrobić styl Douglasa Adamsa przesadził z gorliwością. Książka jest zagmatwana i chwilami czytało mi się ją dość trudno, przyznać jednak muszę że dużo w niej jest z oryginału, zwłaszcza gdy już się człowiek trochę przyzwyczai. Nie wybuchałem śmiechem co chwila, może minęło zbyt dużo lat i się zestarzałem, ale jest tam sporo cytatów wartych zapamiętania i dlatego każdy wielbiciel abstrakcyjnego humoru od którego pękała w szwach część pierwsza, powinien przeczytać tą pozycję chociaż raz i umieścić na półce w kolekcji. Powieść uzupełnia wątki wielu postaci spotkanych w tomach poprzednich i kontynuuje wątki postaci głównych. O wielu z nich zapomniałem i zacząłem nawet mieć ochotę powrócić do całej trylogii w pięciu częściach żeby sobie to wszystko odświeżyć. Jeśli się pospieszycie, może jeszcze natraficie gdzieś na pojedyncze egzemplarze - ja swój upolowałem w koszu z przecenionymi książkami przed wejściem do MediaMarktu za 9,99pln. Jeśli nie tam, to może w Taniej Książce na Focha. Sprawdźcie, bo warto przeczytać, choćby raz. Zwłaszcza, że Paweł Wieczorek znów w akcji Smile
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Po latach dorwałem wreszcie ostatni tom serii Skok w..., tym razem Skok w zagładę: dziś zginą wszyscy bogowie.. Książka liczy 870 stron i wprawdzie nie jest tak rzygliwie ckliwa jak tom poprzedni, ale czyta się ją równie ciężko. Dla przypomnienia: pierwsze tomy opowiadały o kosmicznych piratach: chciwych, okrutnych i bezwzględnych. Tom przedostani nadal o nich traktował, ale zgodnie z modnym obecnie trendem zaglębiał się w ich psychikę i wyjaśniał ich okrucieństwo traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Jednego mamusia przywiązywała do kołyski, drugiego pies, gwałcąc mu nogę, zamykał oczy sugerując brzydotę itd, co zaowocowało w późniejszym życiu skłonnością do wyrywania skrzydełek muchom i zarzynania bezbronnych górników w celu zagarnięcia ich majątku. Znaczy się, to nie wina piratów, że byli skur... Dlaczego mamusia była okrutna - tego autor już nie wyjaśnił, sam nie wiem czy żałować, bo może doszlibyśmy w końcu do jakiegoś jaskiniowca, który zapoczątkował tą trwającą pokolenia linię okrucieństwa.
Tom ostatni na szczęście nie rozwija dalej psychoanalizy, ale jest równie ciężki jak poprzedni. Tak w ogóle mówi o jakichś chyba dwóch ostatnich dniach całej intrygi, a ostatnie 400 stron mówi o ostatnich 70 minutach. Niezłe, co? I to jak mówi! Zamiast prostego:
- Jak się czujesz? - spytała z troską.
- Dobrze - opuścił wzrok. Tak naprawdę czuł się fatalnie, ale nie dawał po sobie poznać.

Tu mamy coś w rodzaju:
Popatrzyła na niego wzrokiem pełnym troski. Siedział na sąsiednim fotelu, ale zdawał się być odległu o całe lata świetlne. Patrząc na niego widziała odbijające się w jego oczach cierpienie ostatnich miesięcy. Jakże bardzo potrzebowali odpoczynku! <tu cytat powtórzony po raz dziesiąty>.
- Jak się czujesz? - spytała.
Zacisnął dłonie w pięści, aż zbielały mu kostki. Opuścił wzrok nie chcąc ujawnić burzy uczuć kłębiących się gdzieśtam. Przeniknął go ból istnienia. <ten sam cytat powtórzony po raz 11.><cytat będący odpowiedzią na poprzedni cytat powtórzony po raz 14.> Z trudem powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć i nie wykrzyczeć w twarz wszechświata co mu leży na sercu, ale zamiast tego powiedział tylko:
- Dobrze.

Rozumiecie, co mam na myśli? I tak przez 870 stron. Prawdę mówiąc, gdyby nie intrygi rozpoczęte w tomie poprzednim i kontynuowane w tym, całość zmieniłaby się w ckliwe romansidło nienadające się do czytania. Na szczęście sytuację uratowała polityka (rany, jeśli polityka uratowała sytuację, to musi być strasznie - powtórzenie jakich w książce pełno, ale to prawda). 70 minut rozsmarowane na 400 stronach... podobno Ian Fleming w książce o Jamesie Bondzie pt. Doctor No czy którejś tam opisał cały rozkład kart w brzydżu czy może pokerze pokazując, dlaczego tytułowy Doktor musiał przegrać. Tu mamy tak samo - szczegóły, szczegóły, intryga za intrygą, a wszystko podzielone na rozdziałki pokazujące daną sytuację z punktu widzenia kolejnej osoby, przy okazji streszczenie poprzedniego rozdziału... owszem, intryga nawet interesująca i jeśli ktoś lubi wgłębiać się w takie rzeczy, to nawet mu się spodoba. Niestety, jest tego stanowczo za dużo. Jest to kolejna książka, z której możnaby wyciąć przynajmniej 200 stron i nikt by tego nie zauważył. Zmęczyłem ją, ale jeśli mam ją komuś polecić to tym, którym podobały się wątki polityczne w Battlestar Galactica, natomiast ci, których muliły mogą owszem przeczytać żeby dowiedzieć się jak to wszystko się skończyło, ale polecam tylko prześlizgiwanie się po akapitach, bo na całość chyba szkoda czasu.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Klasyką jest Piknik na skraju drogi Arkadija i Borysa Strugackich. Absolutną klasyką. Na podstawie tej klasyki powstała gra S.T.A.L.K.E.R. Podobno też klasyka. Nie wiem, nie grałem. Na podstawie tej gry powstała seria książek dziejących się w uniwersum gry. Brzmi jak straszne popłuczyny. Ołowiany świt to jedna z tych książek.
Rzecz dzieje się w Zonie ( po polsku Strefa), w której doszło do czegoś zagadkowego. Ludzie zmienili się w zombie albo co inszego, dziki i psy w inne bestie, pojawiło się też mnóstwo tajemniczych artefaktów, za które można uzyskać niezłą cenę. I to wyszukiwaniem tych artefaktów zajmują się stalkerzy, cos w rodzaju nurków głębinowych tyle, że zamiast głębin morza penetrują Strefę. Znaczy się nie w pionie, w głąb, a w poziomie Wink taka moja metafora. Główny bohater jest jednym ze stalkerów i po tej strefie się włóczy. Ma też przygody. Co w tej książce jest tak ciekawego, że jedną z serii ogłoszono książką roku? Ano, jak dla mnie, nic. Koleś idzie, omija anomalie, dla odmiany od oryginału zwane grawikoncentrat zamiast łysicy itd. Zabija bandytów i komandosów, potwory i innych stalkerów. Przypomina to serię o Kotołaku Lewandowskiego, gdzie miało być jak w Wiedźminie, a była zwykła naparzanka. Nawet gorzej, bo autor nie dość, że za dużo grał w grę, to jeszcze naoglądał się filmów i przenosi to na książkę. A ludzie są głupi, wychowani na filmach hamerykańskich i grach komputerowych, to łykają - inaczej nie potrafię wyjaśnić, że nagroda była. Na plus... no nie wiem, książka jak książka, koleś biega, strzela, wygląda to może nawet widowiskowo, ale ogólnie jest bez sensu. Jedno opowiadanie mi się podobało, bo było inne. Och, główny bohater deklaruje mnóstwo rzeczy, ale z jego rzeczywistością się to nijak nie zgadza, aż tu nagle zachował się tak, jak według swoich poglądów powinien... mówię o opowiadaniu Idiotka. Najkrótszym w całej książce. Później jest opowiadanie Idiota, już znacznie dłuższe, które zaskakujące w żadnym stopniu nie jest i psuje całość wracając do poziomu papki. Ze względu na oryginał Strugackich, jak i grę wiadomo, że rozwiązania żadnego spodziewać się nie należy. Może nastrój jakoś tu na plus, może świat? Nie wiem.
A teraz o wadach.
Już w pierwszym opowiadaniu mamy zgrzyt, bo jest noc, a bohater podaje mnóstwo szczegółów, których nijak nie powinien dostrzec. Facet na fotce (autor znaczy się) jest w jakimś mundurze, z jakąś spluwą, ale to tylko poza. Koleś nigdy nie podchodził w nocy do żadnego budynku, ani tym bardziej do niego nie wchodził. Nawet podczas pełni księżyca nie będzie takiej widoczności. Czasem pamięta że jest noc i niewiele lub nic nie widać, ale przeważnie nie pamięta, takie nielogiczności. Czasem też mówi, że coś zauważył, coś zobaczył, ale nie raczy powiedzieć czytelnikowi co, jak to jest np. z zawartością kadzi. W dalszych opowiadaniach też mu się to zdarza.
Kolejny błąd to że gdy strzela, to trafiony przeciwnik odlatuje na różne, czasem dalekie odległości. Typowy błąd kogoś, kto filmów się naoglądał, ale z fizyką na bakier i fakt ten strasznie razi. Jakbyście mieli wątpliwości to pamiętajcie, że aby nadać pociskowi masę zdolną odrzucić trafionego przeciwnika na 3 metry musicie sami polecieć 3 metry wstecz - prawo zachowania energii. Nasz bohater jest ponadto wszechwiedzący, ponieważ często zdarza mu się marudzić, że iść trzeba ostrożnie, ale gdy musi uciekać to zatranżala jak mały samochodzik i w żadną anomalię nie wpada. Często też podkreśla, że najkrótsza droga to zła droga ani że nie należy wracać tą samą drogą, po czym radośnie łamie te zasady. Książka pełna jest takich niekonsekwencji, widowiskowych dla fanów hamerykańskich kryminałów, ale totalnie bzdurnych. No i jeszcze śmiertelność wśród stalkerów jest tak wysoka, że w ciągu roku, a co najwyżej dwóch powinni wymrzeć - no, chyba że są ich tam ze dwa bataliony.
Czy polecę tą książkę? Fanom hamerykańskiego kina klasy B i dalszych - tak. Wiecie, Szklana pułapka od numeru 2 wzwyż i podobnym. Jeśli się będę bardzo nudził, może sięgnę po inne części, ale tylko jeśli się będę bardzo nudził. No bo czasem człowiek ma ochotę sięgnąć po coś mocno odmóżdżające, choć poziom odmóżdżenia wkurzający tu jest. Chcecie przeczytać coś z sensem - weźcie się po raz kolejny za Piknik na skraju drogi, a radosną wytwórczość Gołkowskiego sobie darujcie.Również dlatego, że z tych książek nic nie wynika i nie wyniknie. Ot, czytadło, może i sprawnie napisane, ale pełne "bugów". Tyle, że na podstawie klasyki.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Zauważyłem w jednym ze stosów książek leżących u mnie w mieszkaniu Mistrza i Małgorzatę Bułhakowa. Ki czort? Ktoś podrzucił, pewnie rodzina, więc przeczytać trzeba, boć to klasyka absolutna jest. No i się wziąłem. Przyznaję, zachęciły mnie cytaty krążące po sieci (w rodzaju jakżebym śmiał damie wódkę, toż to czysty spirytus), ale okazało się, że w książce mało ich jest. Czy jest ona niezwykła? Pod pewnymi względami tak, ale chyba straciła na aktualności. Nie wiem jak współczesna młodzież zrozumie stwierdzenie, że w całym teatrze nie działały telefony. Trafiło się pytanie czy on zesłany?. Ale sama fabuła interesująca w jakiejś tam części jest.
A całość zaczęła się od pogawędki dwóch literatów o książce opowiadającej o Poncjuszu Piłacie i jego sądzie nad Chrystusem. Zadanie, jakie sobie postawili, to zmieszać ją z błotem jako mocno nieanukową, bo Chrystus przecież nie istniał. Przysiadł się do nich jakoś człowiek i się zaczęło. W pewnym momencie wygłosił dziwną przepowiednię - że jednemu z nich zetnie głowę kobieta Smile i przepowiednia się spełniła w sposób przypominający jako żywo serię Oszukać przeznaczenie, jednak zanim do tego doszło, trzeba było przebrnąć przez przydługą dyskusję i wstępny fragment opowieści o Piłacie. Interesujące jest - nie wiem, na ile prawdziwe - że nazwy, które spotykamy w książce, różnią się od znanych nam i to nieraz dość znacznie. Jeruszalaim, Joszua, Asasello... często trzeba się zatrzymać i zastanowić o kim to też mowa. Ale akcja, niestety, dłuży się. Nastrój przeskakuje od slapstickowej komedii w stylu Chaplina czy Keatona do poważnych (i, jak już wspomnialem, przydługich) dyskusji i opisów. Sama postać Wolanda, Szatana, jest jak najbardziej interesująca, możliwości także, podobnie jak ich wykorzystanie, jednak jest ich trochę zbyt mało jak na mój gust. Po prostu spodziewałem się czegoś innego. Czasem też w środku monologu któryś z bohaterów ni w pięć, ni w dziewięć, zmienia temat na taki całkiem z d#$y, że nie wiadomo o co chodzi. Być może to wpływ cenzury, wersja którą czytałem pochodzi z roku 1969, czyli o ile mi wiadomo bardziej pocięta, ale i tak dziwnie się to czyta. No i sam tytuł - bo choć książka w zasadzie o Wolandzie jest i jego towarzyszach, autor tytułem tym przesuwa wagę w kierunku wątku romansowego (nawet może romansidła), podczas gdy czytając ciągle oczekiwałem kolejnych wybuchów poważnej magii, które nie nadchodziły, a zamiast tego dostawałem błazeńskie sztuczki na poziomie parkietu. Natomiast prawie mnie zainteresował wątek Piłata, a zwłaszcza Afraniusza, szefa tajnych służb. Z dwóch powodów: po pierwsze, znacznie fajniej było to ujęte w powieści Arkadija i Borysa Strugackich Niedoskonali. Po drugie, znacznie fajniej było to ujęte w powieści Yeskova Ewangelia według Afraniusza, do których to powieści zdarzało mi się wracać. A Mistrz i Małgorzata? OK, zaliczyłem, ale chyba rozminąłem się z wielkością tej literatury i nie udało mi się jej docenić. Wracał raczej nie będę, choć jak przypuszczam, jednak książka pozostawi ślad w mojej pamięci - może o to i tylko o to chodziło?
Edytowane przez Kot dnia 18-07-2016 02:04
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
W księgarni "Sonet" na rogu Placu Konstytucji i Żeromskiego jest sporo przecenionych książek i tu też w oczy rzuciła mi się cegła złożona z dwóch tomów trylogii w pięciu częściach "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa. Są to tomy 2 i 3, "Restauracja na krańcu Wszechświata" oraz "Życie, wszechświat i cała reszta". Nie wiem, kto tłumaczył, jedyne które uznaję to Roberta Wieczorka, na pewno pracy Roberta Reszke nie warto się nawet dotykać. O innych się nie wypowiadam.
Całość jest gruba, w twardej oprawie i na pewno ładnie będzie się prezentować na półce, cena też jest atrakcyjna - 27,90.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Przejdź do forum:
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło




Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif blank.gif
Shoutbox
Musisz się zalogować żeby wysłać wiadomość.

08-12-2017 21:25
Nie ma co siać fermentu. Dobrze że otwierają sklep na żeromskiego bo w GS albo w M1 czynsz by ich pociągnął na dno ... jeśli ceny w sklepie stacjonarnym będą mieli takie jak w necie to fajnie się zapo

08-12-2017 19:34
Myślę że jest odwrotnie. To własnie w centrach teraz ludzie się ubierają, a centra miast mogą być oddane na rozrywkę. Jutro otwarcie. To filia wargamera. Jest na fejsie do oglądania.

02-12-2017 21:38
Nie śmierdzą. Po prostu dziś na Żeromę nie chodzi się, żeby kupić książki, ale buty, komórę albo wziąć pożyczkę. Po rzeczy dziwne jak książki (czy choćby figurki) chodzi się do centrów handlowych.

23-11-2017 23:02
Nie siej defetyzmu kocie, były plany by pierwszy wargamer też był na żeromie. Jak był na 25 czerwca to zarzucali nam że daleko, a teraz buty śmierdzą ? ....

23-11-2017 09:15
Ciekawe co z tego wyrośnie.

22-11-2017 20:13
Wśród banków i sklepów z butami? Słabo, ale obym się mylił Shock

16-11-2017 22:28
V kolumna mi donosi że na żeromie już niedługo będzie sklep wargamera !!!! Smile))) Zbierajcie kasę by zakupy robić tam by nam nie upadłą nowa inicjatywa

21-09-2017 15:21
Ale jaja, jeśli recenzuję coś, co ma związek z Rosją, jutub demonstruje swoją rusofobię i wyświetla "ten film nie jest odpowiedni dla reklamodawców Angry

19-09-2017 19:53
Cholera, wywaliło zupełnie wtyczkę, bo jutub odszedł od flaszki Sad

24-07-2017 13:07
Cold one ty siedzisz w radomiu? Ja ogarniam juz zasady 8ed do 40k i moge grac.ado kings of war zawsze tez chetny jestem wfb umarlo a zombie nastepce made by gw czy potwora frankensteina made by spolec

blank.gif blank.gif
centerb-left.png centerb-right.png
center-left.png center-right.png
centerb-left.png centerb-right.png