Nazwa użytkownika:    Hasło:   
center-left.png center-right.png
Nawigacja
blank.gif blank.gif
Losowy cytat:
Ludzie są wyjątkowi - każdy denerwuje mnie w inny sposób.
blank.gif blank.gif
Foto-chmurka
blank.gif blank.gif
Ostatnio dodane
Zdjęcia
 [2955]
Użytkownicy
Artykuły
Do ściągnięcia
Komentarze
blank.gif blank.gif
Najczęściej oglądane
Zdjęcia
Do ściągnięcia
Artykuły
Linki do stron
blank.gif blank.gif
Zegar & Kalendarz
blank.gif blank.gif
Odliczanie
Jeszcze tylko

do wakacji! To wcale nie tak długo ;-)
blank.gif blank.gif
Klubowy kubek
blank.gif blank.gif
Zobacz temat
 Drukuj temat
Ciekawa Książka
Kot
Z biblioteki wypożyczyłem sobie Wampir z przypadku Kseni Basztowej. Idzie to tak: Chłopak po imprezie budzi się i skacowany idzie do łazienki, gdzie w lustrze dostrzega swoje kły - długie i ostre. A później spotyka mnóstwo wilkołaków, wampirów, policjantów i siostrę swojego kolegi, który przeżywa podobne sensacje. Opis kaca jest śmieszny, opis następnych wydarzeń również. Akcja jest nieskomplikowana, po prostu idziemy dalej i rozwalamy ich i idziemy dalej i rozwalamy ich oni spuszczają nam wpierdel my ich rozwalamy i tak dalej. Czasem ktoś inny rozwala tych, co spuścili nam wpierdel. Czytać czy nie czytać? Z jednej strony - lektura szybka, łatwa i przyjemna, przy tym śmieszna. Z drugiej strony Ukraińcy przedstawieni w tej książce trącą gimbazą. Być może tak się Ukraińska młodzież zachowuje - nie rozmawia tylko wrzeszczy na siebie i pyskuje tym, którzy zamierzają ich zabić nawet jeśli pyskujący bohater jest związany i ma przystawiony nóż do gardła. Ale wydaje mi się, że autorce wydaje się, że tak rozmawiają między sobą chłopaki. Ze swojej strony powiem, że tak mogą rozmawiać rozwydrzone gimbazjalistki i taki sposób przedstawienia bohateów zapewne jest zasługą płci autorki. Faceci jakby tak reagowali w opisywanych sytuacjach prawdopodobnie długo by nie pożyli i książka skończyłaby się na najdalej piątej stronie. Chyba, że do tej pory studiowali i pili nie wychodząc poza mieszkanie żeby broń Boże nie zetknąć się ze światem zewnętrznym.
No to jak - czytać czy nie? W sumie - czytać, zwłaszcza młodym, dla których rozwydrzona gimbaza jest codziennością może przypaść do gustu. Nam, starym, też, ale tylko na raz, przeczytać, pośmiać się i nie wracać. Nie czekam na dalszy ciąg.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Będąc na kieleckim zjeździe miłośników fantastyki kupiłem sobie na stoisku z tanią książką zbiór opowiadań Chodząc nędznymi ulicami i muszę przyznać, że było to jedne z lepiej wydanych 24,90 zł ostatnich miesięcy. Wprawdzie otwierające opowiadanko pani Charlaine Harris jest tak przeciętne, że aż ssie i stanowi mocno rozczarowujący początek, ale już następne o pewnym czarnuchu - detektywie (tak, nie przywidziało się wam - napisałem czarnuchu; rzecz dzieje się gdzieś w latach 20-tych lub trochę później na południu USA, gdzie jeszcze panuje rozdział na ławki dla czarnych, sklepy dla czarnych itd, a samemu bohaterowi zdarza się kopnąć powalonego przeciwnika w twarz, bo może, po prostu baaardzo stereotypowe) i ma bardzo fajny nastrój. I kolejne, i kolejne... Wprawdzie nie doszedłem do końca, a zwykle im bliżej końca opowiadania stają się coraz słabsze, ale - uwaga! - jestem poza połową, na 440 stronie i ciągle poziom opowiadań jest wysoki. Może bliżej końca coś się zepsuje, ale jak na razie zbiorek jest miłą odmianą po wielkich tomiszczach pełnych mocno reklamowanych nazwisk i nudnych opowiadań.
Może trochę o treści, żebyście wiedzieli co kupujecie Smile Motywem przewodnim zbioru jest świat nadprzyrodzony oraz zbrodnia popełniane gdzieś w tytułowych nędznych ulicach, slumsy albo biedniejsze dzielnice. Demony, wampiry, wilkołaki, nawet bogowie i sam Chrystus - to wszystko znajdziemy tutaj, okraszone interesującym wątkiem kryminalnym i nieźle napisane.
Rozczarowania? No cóż, w takiej mnogości opowiadań (jest ich 16 plus całkiem interesujący wstęp oraz krótkei notki o każdym z autorów poprzedzające utwór na 683 stronach) musi się coś trafić, ale jak na razie jest ich zdumiewająco niewiele. Najbardziej znana spośród autorów Charlaine Harris nie przyłożyła się do zadania. Słabo wypada również Glenn Cook z opowiadaniem ze świata detektywa Garreta, choć zakończenie jest dobre. No i jak na razie Różnica między zagadką a tajemnicą ma rozczarowujący początek, kilka razy zdarzało mi się zatrzymać i długo analizować sens zdania lub nawet akapitu, bo był jakby bez sensu. Często tego sensu nie odnajdywałem nawet po analizie, niestety, jakby tłumacz albo i sam autor (więc dlaczego tłumacz nie wyprostował?) pisał to w stanie... hmmm... zmęczenia. Ale później się rzecz rozkręca i jest też fajna.
Ogólnie rzecz polecam, nawet bardzo. Nie wiem, czy w naszej Taniej Książce zbiorek będzie, ale warto go kupić nawet za normalną cenę, bo opowiadania są dobre i dobrze się je czyta. Mam nadzieję, że poziom utrzyma się do samego końca.
Edytowane przez Kot dnia 29-11-2015 11:30
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Zbiorek dokończyłem i nadal jestem zachwycony. Kawał dobrej literatury do czytania gdziekolwiek. Wprawdzie pod koniec akcja opowiadań staje się mniej wartka, spokojniejsza, może się też zmniejszyć zawartość fantastyki, ale nie znaczy to, że są gorsze. Po prostu inne. Możliwe też, że po prostu przywykłem do poziomu zamieszczonych tam prac - nieważne. Zbiór jest godny polecenia.
P.S. Nie dla homofobów, jest kilka opowiadań w których bohaterami są geje, ale w żaden sposób nie wpływa to na akcję a jedynie zarysowuje rys psychologiczny postaci, takie nienachalne wtręty. Dlaczego nie ma lesbijek, pozostaje słodką tajemnicą autorów.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Pan Robert J. Sawyer znanym pisarzem jest i napisał też trylogię www, czyli Wzrok,Wiedza i Wolność (w oryginale Watch, Wake i Wonder, znakomite tłumaczenie). Posiadam dwa pierwsze tomy zakupione w niższej cenie po 9pln za sztukę. Tom pierwszy mam za sobą i co by tu rzec... jest średnio. Zaczyna się interesująco, kilka wątków, akcja i w ogóle, ale im dalej, tym się to uspokaja, wątki znikają, a jak któremuś się nie znika to w sumie nie wiadomo po co on jest. Dziwne to takie i trochę bez sensu. Może te wątki służą jako wypełniacze, nie wiem, bo sens ich istnienia wydaje się niewielki poza natłuczeniem słów za które autor dostanie honorarium. Trochę takie coś jak opisywałem w przypadku Wirtualnego światła Williama Gibsona - rozdęcie pobocznego wątku do rozmiaru prawie niezależnej powieści. Po co to komu? Zwłaszcza, że jak już pisałem, niektóre znikają po kilku odsłonach. Nie zgadzam się też z poglądami autora na to, co się dzieje w Chinach - nie wiemy co tam się dzieje. Autor pracuje na stereotypach wpajanych nam przez władzę, która chciałaby oczernić KPCh i przerobić wszystkich na hamerykański obraz o podobieństwo. To niekoniecznie tak działa, oni są zupełnie inni, inaczej wychowani i wyznają inne wartości, więc nie możemy przykładać do nich naszej miary. Niestety, autor nie jest w stanie od tego stereotypu się uwolnić i w efekcie przypomina to poglądy, jakie mieli na Zgniłym Zachodzie na temat Polski w czasach nieboszczki komuny. Wyjeżdżały bandy ludzi żeby zarobić kasę i śmiać się z tych, którzy zostali, ale przecież nie mogą się do tego przyznać bo by ich odesłali do Polski, więc produkowali legendy o tym jak to ich komunistyczna władza gnębi i jak to wszyscy walczą z uciskiem. No taka garść dygresji.
A teraz o treści: Caitlin, dziewczynka niewidoma od urodzenia, dostaje szansę - wszczepienie na nerw wzrokowy implantu dekodującego sygnał wzrokowy na taki, który jej mózg by zrozumiał. Implant się przyjmuje, ale dziewczynka zamiast widzieć świat zewnętrzny zaczyna widzieć Sieć, Internet znaczy się. Wkrótce też okazuje się, że wskutek wybuchu epidemii ptasiej grypy w Chinach władze decydują się zabić kilkanaście tysięcy ludzi żeby zapobiec rozprzestrzenianiu się wirusa. Interesujący problem etyczny - ten szczep wirusa przenosi się między ludźmi (przypominam, normalna ptasia grypa nie) i ma współczynnik śmiertelności na poziomie 90%. Zabijmy kilkanaście tysięcy ludzi, którzy i tak w większości umrą, by uratować resztę, czy ryzykujmy, że wirus się wydostanie i zabije 90% ludzkości? Ale autor pomija takie drobiazgi, Chińczycy są źli, świat potępia ich działanie, ale nie ma to specjalnego znaczenia dla książki. A w Sieci w tym czasie rodzi się obca inteligencja z psychiki przypominająca pieska pokojowego. Caitlin zostaje zauważona jako pierwsza dzięki implantowi który transmituje wszystko przez sieć i również jako pierwsza nawiązuje z nim kontakt. Koniec tomu pierwszego.
Książka w sumie nie jest zła, można dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy np. jak stwierdzić czy w sygnale jest zakodowana jest jakaś wiadomość i parę rzeczy o wykrywaniu języka, ale dużo tego nie jest. Jakoś to się czyta, ale bez rewelacji - akurat na te 9 zł za które książkę kupiłem. Do końca dociera w zasadzie tylko wątek głównej bohaterki, choć może w kolejnym tomie coś się zmieni. Akcja jest spokojna, żadnych trupów czy pościgów oczekiwać nie należy, głównie nastolatka z problemem wzrokowym i to, co się wokół niej dzieje, więc czego tu można oczekiwać? Rewelka żadna to nie jest, ale powodów żeby to zjechać też nie znajduję. Ot, średniactwo. Chcecie, to kupcie i czytajcie - na własną odpowiedzialność, może wam się spodoba, może nie. Oznacza to, że drugi tom przeczytam, bo kosztował tyle samo i go kupiłem razem z pierwszym, ale jeśli nic się nie zmieni, trzeciego tomu szukał nie będę. Prawdę mówiąc, gdyby nie fakt kupienia dwóch tomów, po drugi już bym nie sięgnął, bo mimo fajnego początku całość się nieco rozmyła, ale skoro już 2. tom mam, to przeczytam i poinformuję o wrażeniach.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
No i drugi tom za mną. Po trzeci sięgnę tylko jeśli będzie w cenie nie wyższej niż dwa dotychczasowe, bo aż tak mnie nie zainteresowało, niestety. Do niedobitków wątków z tomu pierwszego doszedł wątek związany z hamerykańskimi specsłużbami, które złe są i postanawiają zabić świeżo powstałą inteligencję. Znajdują sposób, ale, ponieważ będzie jeszcze tom trzeci, nie udaje im się to. Sama walka nie jest zbyt efektowna i taka jakaś krótka i nijaka. Caitlin za to (główna bohaterka) znajduje sobie chłopaka i się z nim całuje. Koniec.
Interesujące? Jak na mocno reklamowaną powieść speca od Internetu - niezbyt. Owszem, czyta się, ale żeby powalało to nie powiem. Na pewno nie będę do tego wracał. Podtrzymuję swoją opinię - po 9 zł za tom można kupić, ale nie należy przesadzać.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Pani Kossakowskiej miałem kiedyś podziękować zdaje się, bo cykl anielski mnie jakoś niespecjalnie wzruszał - czy to pod względem świata, czy to pod względem akcji, czy to pod względem logiki, czy to pod każdym innym względem. Ale oto trafiłem na jedną z jej innych serii - Upiór południa, część pt. Pamięć umarłych. Rzecz dzieje się na Dzikim Zachodzie, gdzie bohaterowie książki mają po swoim krótkim rozdzialiku wprowadzającym w nastrój - płatny zabójca, szeryf, jeszcze ktoś tam. Problemem jest czytanie, bo autorka uwzięła się, że będzie pisać w czasie teraźniejszym, co robi trochę dziwne wrażenie. Czase wydało mi się to przegadane, więc jak szeryf myślał jak to się boi, nogi z galarety i inne takie po raz kolejny, to za którymś razem po prostu zacząłem opuszczać akapity. Inaczej się nie dało po prostu. Ale akcja mnie wciągnęła jednak na tyle, żebym bez trudu dotarł do końca książki. Tytuł wyjaśnie aiele - upiór to stwór, który wraca po śmierci żeby się zemścić na tych, co go zabili lub dokończyć niezałatwione sprawy, więc nie ujawnię specjalnej tajemnicy mówiąc, że motywem jest zemsta za dorzucenie do zapłaty za uczciwie wykonane zabójstwo trutki na szczury w lemoniadzie. Później nastrój jest całkiem niezły, pani Kossakowska pióro ma dość dobre, więc czasem i dreszczyk po plecach przejdzie. Upiór dokonuje swej zemsty i wraca do grobu, jednak wygłasza całkiem interesujące poglądy na temat piekła w którym przyjdzie mu spędzić resztę wieczności, co jest dodatkowym smaczkiem całego tomiku. Jak na darmówkę (z półek przeznaczonych do wymiany książek w Galerii Gama) był to interesująco spędzony kawałek czasu, więc książkę polecam oczywiście z zastrzeżeniem - kilka akapitów szeryfowego użalania się nad sobą jednak ominąlem.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Pan Scott Sigler napisał książkę Transplantacja (polski tytuł nieco dziwny, oryginał jednak to Ancestor, czyli przodek, co może nam się dziwnie kojarzyć; mogli jednak pomysleć o czymś sensowniejszym). Książka jest przejawem pewnego zjawiska, ducha nowych czasów, gdyż - jak czytamy w posłowiu - ukazała się najpierw na Internecie, gdzie zyskiwała coraz większą popularność, aż w końcu ktoś z wydawców się zainteresował i oblókł ją w materialne ciało.
A teraz o samej książce. Opowiada ona losy zespołu badaczy z firmy Genada pracujących nad opracowaniem źródła organów na przeszczepy dla ludzi. Niestety, wskutek wypadku w placówce innej firmy, gdzie wirus będący wektorem wyrwał się spod kontroli i zabił całą załogę, agencja zajmująca się badaniami w hameryce zarządziła, że na całym świecie badania mają zostać wstrzymane (to przejaw mojej osobistej awersji do wtrącających się we wszystko bydła z hameryki). Genada postanawia kontynuować badania.
Tytuł i to, co napisałem sugeruje, że zupełnie standardowo firma wyprodukuje stwora, który będzie wyrzynał załogę, albo wirusa, który będzie wyrzynał załogę. Załoga będzie się bronić, a trup ścielił się będzie gęsto. I jak to jest w tytule pewnego filmu, tylko kochankowie przeżyją, może jeszcze ktoś z pozytywnych bohaterów. I tak rzeczywiście jest! Wink Dlaczego jednak polecam przeczytanie książki? Ano, bo czytało mi się ją całkiem miło. Wyrzynanka to jedynie końcowy akcent całej intrygi. Bohaterowie przedstawieni są całkiem dobrze, akcja też jest interesująca, pokazane są też reguły rządzące firmą i spodziewanymi zyskami. Padają też argumenty o wyborze "mniejszego zła", nad którymi pewnie każdy z nas się zastanawiał - jak daleko można się posunąć próbując uratować życie milinom ludzi oczekujących na przeszczep i ile w tych argumentach jest pogoni za kasą? Co przeważa?
Oczywiście książka nie jest pozbawiona błędów naukowych, choć autor, trzeba przyznać, prawdopodobnie liznął conieco z transplantologii, immunologii i innych -logii. Padają czasem jakieś naukowe nazwy, nawet po łacinie, choć odnoszę wrażenie, że są jakoś tak wyrwane, jakby autor na siłę chciał pokazać, że się orientuje w temacie i nagle rzucał w prostej książce skomplikowane terminy. Ale to takie moje wrażenie. Są też, jak już wspomniałem, błędy naukowe, jak np. założenie, że istniał "ssak zero", pierwszy egzemplarz ssaka, od którego wszyscy się wywodzimy. Jest też parę innych, ale zbytnio mi nie przeszkadzały, ponieważ nie zamierzałem traktować Transplantacji jako książki naukowej, więc przechodziłem nad tymi zgrzytami i czytałem dalej. Gorzej z tłumaczeniem. Zgrzyty naukowe przeważnie trafiały się raz i przemijały w akcji, zgrzyty tłumaczeniowe jak już zaistniały, powtarzane były często, bo dotyczyło to jakiegoś sprzętu, który był używany tu, tam i ówdzie i termin ten był powtarzany do znudzenia. Przykładem niech tu będzie petabajtowy dysk, którego to terminu tłumaczka najwyraźniej nie rozumiała i uparcie nadziewamy się na dysk petabajtowy. Wiem, możecie uznać to za niewielki błąd, ale mówicie "wiadro blaszane", czy "blaszane wiadro"? Wyobraźcie sobie teraz, że macie scenę w której ktoś podlewa ogródek i bierze "wiadro blaszane", napełnia wodą, podlewa, sprawdza swoje wiadro blaszane czy nie ma dziur itd. Dość męczące, prawda? Blaszane wiadro brzmi już inaczej.
A to nie jest jedyny kwiatek, który zgrzyta jak stare drzwi do komórki (nie macierzystej). "uszczypnąć trochę genomu tu, uszczypnąć trochę genomu tam" - aż się prosi o "uszczknąć". Jeśli tłumaczka nawaliła, to może przydałaby się jakaś redakcja? A już najźlejszym dnem są rzeczy w rodzaju infirmary - ludzie, przecież się załamać można. Większość książki przetłumaczona jest naprawdę dobrze, na ile mogę powiedzieć nie mając w ręku oryginału, a tu takie kwiatki? To tak trudno wpaść na "ambulatorium", "lazaret" od biedy, izba chorych, szpitalik nawet, ale "zabierz ją do infirmary"? Chore.
Parka - no dobrze, istnieje coś takiego, kurtka typu parka, nie znałem tego, natomiast czytając Centkiewiczów oswoiłem się z terminem "anorak", na pewno też dałoby się znaleźć inny, bardziej znany termin. I co to do cholery jest "paralelny"!? Znam angielski, więc w sumie wiem, ale w polskim takiego słowa nie ma, chyba że ktoś się bardzo uprze, to i infirmary się znajdzie.
Czy w takim razie polecam książkę? W sumie tak. Wprawdzie błędy w tłumaczeniu i redakcji potrafią wkurzyć, należy też pamiętać, żeby argumentów naukowych z tej książki nie rozpowszechniać jako faktów, ale to ma być fantastyka, przedstawiająca jakąś wizję, nie reportaż, bo inaczej musielibyśmy zjechać wszystkie książki w których mamy np. napęd FTL, skoki przez czarne dziury czy inne takie sprawy jako niezgodne z teorią Einsteina, której nawet Michio Kaku nie jest w stanie się przeciwstawić w najśmielszych snach (a pamiętajmy, że wypowiada się pozytywnie o możliwościach podróży w czasie!). Dlatego, jeśli ktoś znajdzie Transplantację w jakiejś księgarni, a zwłaszcza w dziale ksiąg przecenionych, może kupić na czas, gdy będzie potrzebował się odprężyć przy nawet niezłej książce akcji.
Edytowane przez Kot dnia 25-08-2016 10:11
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
sakhemoto
Poleca Smocze Koncerze. Janczarzy i huzaria napitalają się z kosmitami w stambule. Fajnie napisana no i polska.
Nie mam miecza, ze spokojnego umysłu czynię swój miecz,
Nie mam rodziców, niebo i ziemie czynię swoją rodziną,
Nie mam dóbr, spotkani wędrowcy są zaplatą,
Nie mam zamku, Droga jest moją twierdzą.
 
Kot
Takie sobie czytadło Marcina Przybyłka, znanego ze słynnej serii "Gamedec"
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Echa wakacyjnego rozpasania czytelniczego:
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Średnio tania, ale za to gruba książka:
YouTube Video

Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Kot
Katarzyna Berenika Miszczuk jest podobno lekarką i pisarką, a w wieku 15 lat debiutowała powieścią "Wilczyca". Jej kontynuacja, "Wilczyca 2" ukazała się w 2009 i została nominowana do nagrody Nautilus, tak przynajmniej piszą na ostatniej stronie okładki i wymieniają jakieś inne jej sławne powieści, o których usłyszałem po raz pierwszy. Tutaj będe mówił o książce "Gwiezdny wojownik" z podtytułami "Działko, szlafrok i księżniczka" oraz "Komiczna opowieść kosmiczna". Hmmm...
W świecie z książki Ziemia to dziura zabita dechami, z której cały kapitał wyemigrował na Marsa. I nawet jak w kierunku Ziemi zmierza asteroida, która ma ja zniszczyć, a przynajmniej jej wierzchnią warstwę na której zyjemy, to stać nas tylko na wysłanie jednego statku w stanie agonalnym, w dodatku wyposażonego w załogę kompletnie się do tego nienadającą. Załoga leci najpierw na Marsa, a później w miejsce w którym ma spotkać asteroidę. Czy też kometę. No, jakieś wielkie paskudztwo. Ma też intrygę, czarnych bohaterów, kapitana-alkoholika, zwroty akcji, śmieszne momenty... czyli w sumie wszystko, co powinno sprawić, że książkę się dobrze czyta. Ale tak nie jest. Czytając "Gwiezdnego wojownika" odniosłem wrażenie, że od chwili, gdy autorka napisała swoją powieść w wieku 15 lat, nie posunęła się ani trochę ze stylem pisarskim i, niestety, po jej książki więcej nie sięgnę. Jest napisana językiem 15-latki, czyli kogoś w pierwszej klasie szkoły średniej. Takie trochę dłuższe wypracowanie niezbyt rozgarniętego ucznia. Nagroda Nautilus zdaje się schodzi na psy :/ no, chyba, że potrafi napisać coś w innym stylu - albo redaktor przepisuje jej prozę od nowa. Zdania zanim się zaczną, już się kończą i przebrnięcie przez całość jest męczące bardzo. A szkoda, bo wprawdzie "Autostopem przez Galaktykę to to nie jest (ani nawet "Ko(s)miczna futryna"Wink, ale przy odrobinie pracy mogłąby to być śmieszna powieść, którą porzeczytałoby mi się lekko, sympatycznie i wesoło. Ale w tej formie nawet cena obniżona do 25 złotych to i tak za wysoko jak na treść (a właściwie formę). No szkoda. A Nautilusowi zyczę mniej desperacji.
Tam, gdzie kończy się logika, zaczynają się kobiety.
images.chomikuj.pl/button/Don_Rumata.gif
 
Przejdź do forum:
purple-btm-left.png purple-btm-right.png
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło




Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
blank.gif blank.gif
Shoutbox
Musisz się zalogować żeby wysłać wiadomość.

08-12-2017 21:25
Nie ma co siać fermentu. Dobrze że otwierają sklep na żeromskiego bo w GS albo w M1 czynsz by ich pociągnął na dno ... jeśli ceny w sklepie stacjonarnym będą mieli takie jak w necie to fajnie się zapo

08-12-2017 19:34
Myślę że jest odwrotnie. To własnie w centrach teraz ludzie się ubierają, a centra miast mogą być oddane na rozrywkę. Jutro otwarcie. To filia wargamera. Jest na fejsie do oglądania.

02-12-2017 21:38
Nie śmierdzą. Po prostu dziś na Żeromę nie chodzi się, żeby kupić książki, ale buty, komórę albo wziąć pożyczkę. Po rzeczy dziwne jak książki (czy choćby figurki) chodzi się do centrów handlowych.

23-11-2017 23:02
Nie siej defetyzmu kocie, były plany by pierwszy wargamer też był na żeromie. Jak był na 25 czerwca to zarzucali nam że daleko, a teraz buty śmierdzą ? ....

23-11-2017 09:15
Ciekawe co z tego wyrośnie.

22-11-2017 20:13
Wśród banków i sklepów z butami? Słabo, ale obym się mylił Shock

16-11-2017 22:28
V kolumna mi donosi że na żeromie już niedługo będzie sklep wargamera !!!! Smile))) Zbierajcie kasę by zakupy robić tam by nam nie upadłą nowa inicjatywa

21-09-2017 15:21
Ale jaja, jeśli recenzuję coś, co ma związek z Rosją, jutub demonstruje swoją rusofobię i wyświetla "ten film nie jest odpowiedni dla reklamodawców Angry

19-09-2017 19:53
Cholera, wywaliło zupełnie wtyczkę, bo jutub odszedł od flaszki Sad

24-07-2017 13:07
Cold one ty siedzisz w radomiu? Ja ogarniam juz zasady 8ed do 40k i moge grac.ado kings of war zawsze tez chetny jestem wfb umarlo a zombie nastepce made by gw czy potwora frankensteina made by spolec

blank.gif blank.gif
centerb-left.png centerb-right.png
center-left.png center-right.png
centerb-left.png centerb-right.png